Dodano: 09 październik 2017, 13:04

Gruzja po raz pierwszy

W 1817 roku na Kaukaz na zaproszenie Katarzyny z Wirtembergii przybyli Szwabi. Wyruszali z Ulm w dół Dunajem, dopływali na tratwach zwanych „Ulmer Schachtel” aż do delty, a dalej poprzez Morze Czarne. Osiedlali się wokół Odessy, na Krymie i właśnie na Kaukazie. Na terenie obecnej Gruzji założyli takie miejscowości jak Blumethal, Waldheim, Marienfeld, Traubenberg, Katharinenfeld i wiele innych. Na te tereny wnieśli swoją pracowitość, uczciwość i religijność, która po dziś dzień, dla  Gruzinów stanowi nieosiągalny cel. Z czasem z prostych rzemieślników i kupców stali się architektami, lekarzami i naukowcami. Tiflis/Tbilisi pełne jest kamienic projektowanych i budowanych przez niemieckich architektów w Jugendstil, które równie dobrze mogłyby stać w Berlinie. Wybudowana w orientalnym stylu opera, jest również dziełem niemieckiego architekta. Dzieje niemieckich rodzin w Gruzji, mogłem zobaczyć w siedzibie mniejszości niemieckiej „Einung”, która zorganizowała obchody 200-lecia osadnictwa niemieckiego w Gruzji. Ta obecność Niemców zachwiała się w 1921 roku, gdy wraz z wejściem do Gruzji Związku Sowieckiego, zaatakowano kościoły, które zamieniano w magazyny i hale sportowe. Niemal śmiertelny cios zadano Niemcom w 1941 roku, gdy rozkazem Stalina wysiedlono do Kazachstanu wszystkie rodziny niemieckie. Pozostać mogła jedynie część rodzin mieszanych, tam gdzie Niemką była żona, a mąż był Gruzinem. Z zesłania powroty w ramach ZSRR były trudne, a wraz z upadkiem komunizmu droga kaukaskich Niemców w większości ze stepów Kazachstanu prowadziła do Niemiec, a jedynie w niewielkim stopniu z powrotem do Gruzji.

Dlatego Niemców w Gruzji jest dziś niewielu, sami szacują się na grupę od 1000 do 2000 osób. Z tą grupą spędziłem dwa niezwykłe dni. Pierwszego dnia zaskoczył mnie poziom kulturalny młodzieży niemieckiej, której koncert zachwycił wykonaniem Bacha, Mozarta, Haydna. Podziwiałem też wiszące na ścianach siedziby stowarzyszenia „Einung” obrazy artystów z ich szeregów z ostatnich kilkudziesięciu lat. Niezwykłym przeżyciem było nabożeństwo luterańskie w Katharinenfeld/Bolnisi, na którym Ojcze Nasz i Credo odmawiano jednocześnie po niemiecku, rosyjsku i gruzińsku. Chwile wzruszenia i zadumy towarzyszyły mi, gdy w Marienfeld niedaleko Tbilisi odwiedziliśmy stary niemiecki cmentarz. Wyjeżdżam z Gruzji przybity widokiem ruiny, jaką dziś stanowi niemieckie dziedzictwo kulturowe i z świadomością, że tych kościołów, młynów, winnic, fabryk już nikt nie odbuduje. Dla tych, którzy obecnie żyją w Niemczech, ważne są pożółkłe zdjęcia tych obiektów, dla Gruzinów borykających się z biedą o jakiej my już zapomnieliśmy, nie mają one żadnego znaczenia. Dla Niemiec Gruzja jest tylko partnerem dyplomatycznym, a nie miejscem pełnym resztek niemieckiego dziedzictwa. Nadzieję budzi Manfred T., który dwanaście lat temu bez żadnych kaukaskich korzeni osiadł w Marienfeld i jak pionier remontuje stary, niemiecki dom, produkuje wspaniałe wino i usiłuje niemiecką ambasadę zainteresować owym zachwycającym dziedzictwem. Chciałbym go jeszcze odwiedzić.

Autor: Łukasz Malkusz

Dodaj komentarz