Log in

Mniejszości w wojnie hybrydowej

W styczniu w Krakowie sądzono trzech Polaków, którzy przed rokiem w Użhorodzie na ukraińskim Zakarpaciu podpalili „koktajlami Mołotowa” ośrodek kultury należący do silnej w tym regionie mniejszości węgierskiej. Stało się to akurat wtedy, gdy istniał na Ukrainie spór o szkoły mniejszościowe, gdyż próba zmniejszenia roli języka rosyjskiego na Ukrainie odbywa się niestety ze szkodą dla mniejszości narodowych. Zarzut postawiony Michałowi P. mówi, że: „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wykonał zlecenie dokonania na terytorium Ukrainy czynów zabronionych polegających na publicznym nawoływaniu do nienawiści na tle narodowościowym pomiędzy obywatelami Ukrainy i Węgier: wywołania zakłócenia ustroju Ukrainy i pogłębienia podziałów narodowościowych pomiędzy Ukraińcami i Węgrami; oraz w zamiarze sfinansowania przestępstwa o charakterze terrorystycznym, polegającego na namalowaniu symboli faszystowskich i podpalenia budynku organizacji społecznej Towarzystwo Węgierskiej Kultury Zakarpacia w Użhorodzie, przekazał Adrianowi M. i Tomaszowi Sz. 1000 zł na zakup paliwa do podpalenia budynku”.

Oskarżony związany jest z polskimi skrajnie nacjonalistycznymi organizacjami, ale najbardziej zaskakująca okazała się ta część zeznania, w której oświadczył on, że zarówno zlecenie, jak i pieniądze na przeprowadzenie zamachu otrzymał od Manuela Ochsenreitera, osoby od wielu lat w Niemczech znanej z kontrowersyjnych, radykalnych i prorosyjskich poglądów, cechujących jego działalność dziennikarską. W ostatnim czasie jako asystent posła Markusa Frohnmeiera z listy AfD pracuje w Bundestagu. Twierdzi, że to pomówienie, a poseł zapowiada, że jeśli rozpocznie się śledztwo, asystent zostanie urlopowany.

I należałoby na tym poprzestać, gdyby nie fakt, że zarówno oskarżony Michał P., Manuel Ochsenreiter, jak i poseł Markus Frohnmeier są dobrymi znajomymi Mateusza Piskorskiego z polskiej prorosyjskiej partii Zmiana i byli m.in. zaangażowani jako obserwatorzy w nieuznawanych przez społeczność międzynarodową wyborach na zajętym przez Rosję Krymie. Te powiązania polityczne pomiędzy organizacjami w Polsce i w Niemczech, próba dokonania zamachu z zamiarem zdyskredytowania Ukrainy, stworzenia konfliktu pomiędzy nią a Węgrami, zastraszenia Węgrów na Zakarpaciu pokazują niebezpieczeństwo hybrydowych wojen, w których mniejszości narodowe mogą być instrumentalizowane do destabilizacji na obszarze wpływów Unii Europejskiej. Prawdziwi mocodawcy zaś być może siedzą w Moskwie.

Nam nie pozostaje nic innego, jak nieschodzenie z drogi jasnego opowiadania się po stronie integracji europejskiej, wspierania porozumienia pomiędzy państwami oraz zwalczania każdej formy rasizmu i nacjonalizmu. Natomiast polskie władze powinny sobie uświadomić, że nie mniejszości narodowe należy poddawać obserwacji, jak to się w Polsce dzieje, ale te środowiska, które im zagrażają.

Bernard Gaida