Log in

Porażka państwa i mniejszości

Porażka państwa i mniejszości Quelle: Wikipedia.pl

Przygotowując materiały do zbliżającego się wznowienia rozmów polsko-niemieckiego okrągłego stołu, przyszło mi znowu pochylić się nad materią strategii oświaty dla mniejszości niemieckiej. Przypomniałem sobie kolejne odsłony spotkań pełnych pustych słów i odrzucanie kolejnych naszych propozycji przez stronę rządową z „formalnych” powodów. Zajmowaliśmy się co prawda aktualizacją i pogłębianiem istniejącego słabego dokumentu, ale każda próba jego bardziej radykalnej zmiany wymagająca zmiany w prawie czy budżecie spełzała na niczym. Okazywało się, że wszystkie strony zgadzały się z tym, że nauka języka niemieckiego jest nieefektywna, droga i nie gwarantuje faktycznego opanowania języka, ale nie było zgody np. na niewielkie dofinansowanie procesu tworzenia szkół stowarzyszeniowych zakładanych przez mniejszość niemiecką. Nie było zgody na rządową gwarancję stworzenia szkoły bądź klasy przynajmniej dwujęzycznej w gminach, w której wg spisu powszechnego co najmniej co dziesiąty mieszkaniec deklarował się jako Niemiec. Nie było zobowiązania się rządu do utworzenia wydziałów pedagogicznych przygotowujących nauczycieli do wykładania przedmiotów w języku niemieckim. Tych braków było mnóstwo. Z zapałem przyjmowano natomiast gotowość organizacji mniejszościowych do szeregu działań, jak np. zakładanie centrów edukacyjnych. Gdy jednak okazało się, że strona rządowa ma zamiar ograniczyć swoje wsparcie dla takich działań do… doradztwa ze strony kuratoriów, przedstawiciele mniejszości niemieckiej odmówili podpisania się pod takim kształtem dokumentu. Został więc jednostronnie sygnowany przez ministra. Jest bodaj jedyną strategią oświatową dla mniejszości, która nie zawiera podpisu strony, której jest dedykowana.

Nie dziwi więc, że od dawna ani rząd, ani organizacje mniejszości nie przykładają wagi do tego dokumentu. W procesie tworzenia tego nic nieznaczącego dokumentu ożywienie następowało zawsze wtedy, gdy przypominałem urzędnikom i ministrom, że Polska ratyfikowała Europejską kartę języków regionalnych i mniejszościowych i w związku z tym powinno jej zależeć na tym, by zapisy rządowej strategii zbliżały się do zobowiązań z niej wynikających. Jak mantrę powtarza się do dziś, że Polska zapisy tej karty realizuje, podczas gdy każda wizyta ekspertów Rady Europy kończy się oceną negatywną, a jeden z polskich naukowców ustalił, iż przez 10 lat zrealizowano 15,5% zobowiązań Polski wobec mniejszości niemieckiej. I widać to gołym okiem, gdyż gdyby jej zapisy wcielono w życie, to na Górnym Śląsku istniałyby publiczne szkoły i przedszkola czy też ich oddziały z niemieckim językiem nauczania, a rodzice mieliby komfort wyboru również takiej szkoły spośród oferty edukacyjnej w swojej okolicy.

Nurtuje mnie pytanie dlaczego państwo ratyfikowało dokument, którego nie realizuje. Zamiast tego tylko modyfikujemy niezgodny z nim system. Może to być nonszalancja, a może to być zamierzone. Niewątpliwie jest to też dowód na podejście państwa do polityki mniejszościowej. Ale na pewno jest to porażka państwa, która niestety staje się porażką społeczności niemieckiej w Polsce na drodze podtrzymywania swej tożsamości. Po moim felietonie „Homo sovieticus” usłyszałem, że skoro jako szef VdG odpowiadam za tę porażkę (sic!), nie mam prawa wołać do członków o wzięcie swego losu kulturowego we własne ręce. Myślę jednak, że im większa moja czy nasza bezradność w temacie szkół niemieckich w Polsce, tym ważniejsze jest to wezwanie.

Bernard Gaida

Ostatnio zmieniany sobota, 15 czerwiec 2019 12:34