Log in

Jak to nazwać?

Jak to nazwać? Bildquelle: pixabay.com

Logiczne, że na gospodarkę inaczej patrzą przedsiębiorcy, a inaczej ich pracownicy. Jeszcze inaczej patrzą osoby osiągające wynagrodzenie z tzw. sfery budżetowej. Ale system społecznej gospodarki rynkowej ma to do siebie, że te różne spojrzenia w naturalny sposób szukają kompromisu. Dochodzi czasem do strajków, ale niemal zawsze kończą się one przy stole, gdzie strony przekonują się do swych racji. Kompromis zmusza strony do ustępstw.

Niedobrze, gdy państwo przybiera rolę tego, który zamiast dbać o warunki osiągnięcia kompromisu, zajmuje rolę arbitra narzucającego rozwiązania. Źle, gdy na dodatek rolę państwa przejmuje partia rządząca, owładnięta obsesją reelekcji, gdyż wtedy trudno o kompromis pomiędzy tymi, którzy jako przedsiębiorcy uzyskując zyski, dbając o rentowność, zapewniając sprawność techniczną, szukając rynków zbytu, zapewniają jednocześnie wpływy budżetowe – a tymi, którzy jako zatrudnieni zainteresowani są jak najwyższą redystrybucją owych zysków. Źle, gdyż zawsze zatrudnionych jest więcej niż zatrudniających, więc skłonność do nadmiernego obciążania tych drugich staje się naturalna.

Jednym z narzędzi takiej regulacji jest tzw. płaca minimalna. Do natury partii konserwatywnych w przeciwieństwie do partii lewicowych należy unikanie państwowej regulacji wynagrodzeń w sektorze wolnej gospodarki. Niemcy wprowadzili ją po raz pierwszy dopiero w 2015 roku, gdy po latach debat CDU uległa swemu koalicjantowi. Nie trzeba dodawać, że to oznacza, iż obecny stan społecznej gospodarki rynkowej i relatywnie wysokiego dobrobytu osiągnięto tam bez stosowania tego mechanizmu. Jest też inna przyczyna jej wprowadzenia. Regulacja ta ma na celu zwalczanie zbyt niskich płac oraz cen dumpingowych.

Zapowiedziany w Polsce gwałtowny wzrost płacy minimalnej służy generowaniu wzrostu płac, który oderwany od poziomu rentowności gospodarki w wielu branżach jej zaszkodzi, a ich wzrost stanie się przyczyną wzrostu cen i już przecież wysokiej inflacji. Spowoduje odpływ kolejnych firm do krajów sąsiednich, z niższymi obciążeniami kosztów pracy. Jeśli do tego dodać wszystkie pozostałe transfery społeczne, które przecież też obciążą koszty pracy, bądź koszty podatkowe, to niebezpieczeństwo staje się jeszcze większe. Tymczasem wydaje się, że celem tego ryzyka, z którego przecież premier i ministrowie muszą zdawać sobie sprawę, jest wyłącznie polityczny interes jednego ugrupowania. Jak to nazwać?

Bernard Gaida

Ostatnio zmieniany środa, 11 wrzesień 2019 11:01