Log in

Rok Powstań Śląskich

Na początku maja najprawdopodobniej rozpoczną się upamiętnienia powstań śląskich. W tym roku zapewne będzie to miało szerszy charakter, gdyż Sejm RP ogłosił obecny rok Rokiem Powstań Śląskich. Dlatego i tu, na Śląsku, i gdzie indziej warto zacząć się zastanawiać nad wydarzeniami sprzed 100 lat. Istotny wkład do takiej refleksji dał Sejmik Województwa Opolskiego, który w rezolucji na tę okazję wezwał do objęcia pamięcią wszystkich poległych w powstaniach oraz wyraźnie wskazał na bratobójczy charakter tych walk. Z naukowego punktu widzenia do głosowania nad tą rezolucją wprowadzał prof. Ryszard Kaczmarek z Uniwersytetu Śląskiego, który całkiem niedawno wydał też obszerne dzieło pt. „Powstania śląskie 1919–1920–1921”.

Na temat powstań napisano wiele, ale nie wszystko warto czytać. Wiele opracowań, a zwłaszcza podręczników szkolnych ślepo bazuje na dogmatycznym podejściu do powstań jako „zrywu ludu śląskiego, by zrzucić jarzmo niemieckie”. I pomija wszystko, co temu dogmatowi przeczy. A przecież znając sytuację polityczną sprzed 100 lat, trzeba zadać podstawowe pytanie: dlaczego wybuchają powstania, skoro od czerwca 1919 roku, czyli zawarcia traktatu wersalskiego, panowała oficjalna zgoda, że o losie Górnego Śląska, Warmii, Mazur i Powiśla zadecydują mieszkańcy w plebiscytach. Nie możemy też zapominać, że w tychże plebiscytach mieszkańcy przy frekwencji, o jakiej dzisiaj można tylko pomarzyć, czyli 98%, zadecydowali o tym losie, głosując w większości za pozostaniem w granicach Niemiec.

Kto wnikliwie analizuje historię poznaną w szkole, w domu, a czasem w trakcie spaceru po cmentarzach, musi sobie zadawać pytanie, dlaczego na cmentarzu annogórskim jest mogiła poległych w czasie powstania kadetów lwowskich, dlaczego zwłoki powstańców poległych w okolicach Dobrodzienia pewien gospodarz z Dobrodzienia furmanką odwoził do Częstochowy. Ryszard Kaczmarek nie ustrzegł się do końca pewnych stereotypowych sformułowań, ale podjął w swej książce wysiłek popularyzacji wiedzy o wpływie konspiracyjnym odrodzonego państwa polskiego na powstanie struktur wojskowych na Śląsku, uzbrojenie, finansowanie, a nawet na kształt korpusu dowódczego powstań. Sam pisze we wstępie, że w dotychczasowych opracowaniach „pomijano milczeniem działalność Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska i kontakty tej organizacji z Wojskiem Polskim oraz oficerami z otoczenia Józefa Piłsudskiego”. Jestem pewien, że najbliższy czas będzie okazją do pogłębiania naszej wiedzy – oby bez mitologii i w duchu pojednania.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Koncert: „Der, den ich will…”

Odwiedziny w Pradze z powodu otwarcia tam wystawy poświęconej mniejszościom niemieckim w 25 krajach Europy dało mi szansę kolejnego spotkania się z niedaleko od nas żyjącymi Niemcami i sytuacją, w jakiej się znajdują. Z jednej strony daje to zawsze możliwość porównywania, które nie zawsze jest miarodajne, ale z drugiej jest to kolejna refleksja na temat niemieckich losów.

Według spisu powszechnego w Czechach jest około 20 tysięcy Niemców. Jednak podobnie jak w Polsce oni sami szacują, że przekonanych o swej niemieckości czeskich obywateli jest znacznie więcej. Co najmniej dwukrotnie. Przed jasnym zadeklarowaniem swej przynależności powstrzymuje ich ciągle zarówno przeszłość, jak i teraźniejszość. Wszak, jak wskazują dzisiaj historycy, obok procesu wypędzania Niemców z ich ojczyzny następowały brutalne mordy na bezbronnej ludności sudeckich wiosek. W zależności od źródeł pisze się o liczbie 19 do 30 tysięcy zamordowanych cywilów, obok której to liczby wszyscy niemal wymieniają 200 tysięcy Niemców zaginionych w latach 1945–47. Mordy te najczęściej były spontaniczne, można powiedzieć, że obywatelskie, gdyż sprawcami nie były formacje wojskowe, lecz „normalni” Czesi.

Ta tragiczna historia odstrasza bardzo wielu, którzy ułożyli sobie powojenne życie w Czechosłowacji, od wszelkich deklaracji niemieckości. Tym bardziej że temat czeskich represji wobec Niemców do niedawna stanowił tabu. Dopiero od kilku lat pojawia się również obywatelski ruch młodych Czechów, którzy upamiętniają miejsca kaźni na Niemcach, organizują marsze pamięci o pomordowanych i domagają się rozliczenia zbrodniarzy.

Czechów, których korzenie są niemieckie, musi być znacznie więcej, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że w powstałej po wojnie Czechosłowacji Niemcy stanowili aż 25% społeczeństwa, przy czym Czesi tylko 50%. Jednak polityka kulturalna stale, a zwłaszcza po II wojnie światowej, brutalnie służyła eliminacji niemieckości ze społeczeństwa. I była to polityka skuteczna, jak pokazuje dzisiaj liczebność Niemców. Można powiedzieć, że nie inaczej niż w Polsce, z wyjątkiem tego, że wszyscy Niemcy w Czechosłowacji byli jej obywatelami już przed wojną.

O wielokulturowości Czechosłowacji w momencie jej powstania stara się dzisiejsza mniejszość niemiecka stale przypominać. W tym tygodniu w Pradze odbędzie się koncert wokalistki o korzeniach niemiecko-czesko-polskich Renaty Drössler, która na przypomnienie tego faktu zaśpiewa koncert w językach: niemieckim, polskim, jidysz, słowackim i czeskim. Koncert połączony ze spotkaniami dyskusyjnymi dla młodzieży, mającymi uświadomić wartość tej kultury, która kiedyś w Europie Środkowej była normą, a której już nie ma. Koncert dotrze także w nasze okolice: 15 maja w Šumperku, a 16 maja w Opawie. Może warto się tam wybrać.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Historia po wypędzeniach

Niedawno w „Wochenblatt.pl” ukazał się artykuł na temat emerytur dla późnych przesiedleńców w Niemczech, którzy do tej pory w związku z faktem przesiedlenia, będącego najczęściej odległym skutkiem minionej wojny, w późnych latach swego życia są wyraźnie poszkodowani. I to pomimo życia wypełnionego pracą najpierw w krajach, w których żyli jako mniejszość niemiecka, a potem w Niemczech. Niektórzy z nich mają jeszcze za sobą los pracy przymusowej i bez wynagrodzenia. Obecnie coraz bliżej jest rozwiązanie, które ma im zapewnić godziwe emerytury. Najwyższy czas!

Ale też najwyższy czas był już na to, by powstała także nowa koncepcja wspierania i pielęgnowania kultury wypędzonych, którzy w wyniku wypędzenia ze swych ojczyzn, zmiany granic powojennych i utraty niemieckich prowincji wschodnich jako Ślązacy, Pomorzanie czy Donauschwaben utracili tradycyjne związki kulturowe i zakorzenienie w swych historycznych ojczyznach. Sprawa zachowania i przekazywania tych tradycji, historii i pamięci jest osią wskazań w zakresie realizacji tzw. paragrafu 96 ustawy o wypędzonych (Bundesvertriebenengesetz). Na szczęście na tej osi znalazła się ostatnio także mniejszość niemiecka – jako ta społeczność, która w owych historycznych ojczyznach nadal zamieszkuje.

Na szczęście, gdyż w Niemczech przez dziesiątki lat istniała niepisana polityczna zgoda co do zacierania owej przeszłości. Obecnie coraz szersze kręgi uznają, że dla niemieckiej identyfikacji i pełni historycznej pamięci ta część przeszłości jest niezbędna. Jednak bardzo często o ile wspomina się o niej, to zamyka się ją datą 1945 roku, zapominając o istnieniu niemieckich wspólnot mniejszościowych wszędzie tam, skąd pochodzą wypędzeni. Ich los często bywał nawet okrutniejszy, gdyż ich cierpienie trwało jeszcze długo pomimo końca wojny. Wykluczenie kulturowe, dyskryminacja językowa, często utrata wolności, majątków, a nawet życia, ruina substancji materialnej stała się ich udziałem.

Tymczasem zarówno narracja przekazu historycznego w krajach naszego zamieszkania, jak i w Niemczech ma tendencję do pomijania tego losu. Dlatego z ogromną radością przyjąłem zaproszenie do Haus Schlesien w Königswinter do wspólnej pracy nad opracowaniem koncepcji takiej realizacji założeń par. 96, które tę kulturę wspólnych heimatów wypędzonych, przesiedleńców i mniejszości niemieckich będą pielęgnować w interesie wszystkich tych grup, ale także tych państw i społeczeństw, w których te ziemie dzisiaj się znajdują. Zadanie trudne, ale nie niemożliwe. Jednocześnie jedno spośród tych zadań, które w wielu miejscach Europy ciągle jeszcze jako niezabliźnione rany, nieopowiedziane historie, usunięte z pamięci postacie przypominają nie tylko o samej wojnie i jej skutkach, ale też o braku dialogu na podzielonym kontynencie. Jeśli z naszej pracy w Königswinter i kolejnych spotkań wyniknie plan działań, wsparcia i współpracy ludzi, instytucji i stowarzyszeń na tej drodze, to zacznie się wypełniać luka ciągle otwarta.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Dorpat i Reval w trzy dni

Wystawa „W dwóch światach”, opowiadająca o Niemcach mieszkających jako społeczności mniejszościowe w 25 krajach Europy, zawędrowała do Tartu/Dorpat. Otwierając ją w pomieszczeniach uniwersyteckiej biblioteki, widziałem, z jakim szacunkiem traktowana jest niemiecka kultura. Podziwiając stare centra hanzeatyckich miast Tartu i Tallin, widzi się wyłącznie niemiecką w stylu architekturę. Wizyta na starym wiejskim cmentarzu w połowie drogi pomiędzy nimi również potwierdza niemiecką przeszłość.

  • Dział: Blogi

Danziger Platt

Sytuacja polityczna w kraju zgęstniała po nieszczęściu, które dotknęło rodzinę i miasto po śmierci Pawła Adamowicza. Jednak w pierwszym tygodniu po śmierci z relacji i dość wstrzemięźliwych komentarzy politycznych przebijało wiele informacji na temat samego człowieka, jakim był zamordowany prezydent. Już wcześniej wiedzieliśmy, że jest człowiekiem otwartym, co oznaczało także otwartość na inność.

  • Dział: Blogi

Nienawiść jest łatwa

Słowa „nienawiść” i „pogarda” po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza odmieniane są przez wszystkie przypadki. Czynią to też wszyscy od lewa do prawa. Do tego stopnia, że powstaje wątpliwość nie tylko o skuteczność, ale też o szczerość deklaracji potępiających propagowanie nienawiści. Osobiście mam pewność, że ogromna część wypowiadających się czyni to koniunkturalnie i wyraźnie abstrahując od osobistego rachunku sumienia. Zgadzam się z tymi, którzy głównego sprawcę widzą po tej stronie sceny politycznej, którą niezbyt słusznie określa się prawicą. Również moim zdaniem słowa o. Ludwika Wiśniewskiego, że „człowiek posługujący się językiem nienawiści, człowiek budujący swoją karierę na kłamstwie, nie może pełnić wysokich funkcji w naszym kraju”, miały konkretnego adresata.

  • Dział: Blogi

13.01.2019, 23.00

Ten felieton do „Wochenblatt.pl” piszę zwykle w niedzielę. Miał być poświęcony Krzyżowej/Kreisau w związku z tym, że w tym roku minie 30 lat od słynnej Mszy Pojednania w dniu 12 listopada 1989 roku, zaś za kilka dni, dokładnie 23 stycznia, minie 74. rocznica stracenia w Berlinie-Plötzensee jednego z założycieli Kręgu z Krzyżowej, Helmutha von Moltke.

  • Dział: Blogi

Łambinowice/Lamsdorf i…

Za sobą mamy święta Bożego Narodzenia i Trzech Króli, a właściwie święto Objawienia Pańskiego i od poniedziałku wchodzimy w „szarość” roku 2019.

  • Dział: Blogi
Subskrybuj to źródło RSS