Log in
Bernard Gaida

Bernard Gaida

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. URL strony:

Quo vadis, szkoło?

Od roku zajmujemy się tematem ograniczenia ilości lekcji języka niemieckiego w klasach 7 i 8 szkoły podstawowej spowodowanego nową interpretacją MEN. Wbrew praktyce i wcześniejszej interpretacji tegoż samego ministerstwa, które w 2009 roku uznało, że uczeń uczący się języka niemieckiego w momencie, gdy zaczyna się uczyć w szkole drugiego języka obcego, może zdecydować się również na język niemiecki. W ten sposób uczeń w gimnazjum, a po reformie w ostatnich dwóch klasach szkoły podstawowej może uczyć się aż pięć godzin tego języka w tygodniu.
Użyłem słowa „aż” prowokacyjnie, gdyż nie uważam, że jest to zbyt dużo, skoro w Niemczech w szkole podstawowej języka angielskiego (a więc obcego) naucza się średnio właśnie w wymiarze 5 godzin. I jak doświadczenie pokazuje – z dość dobrym skutkiem. Dlaczego więc takiej możliwości pozbawiać naszych uczniów, tym bardziej że mówimy o uczniach, dla których język niemiecki jest elementem ich tożsamości i jej zachowaniu ma sprzyjać?

Tak zresztą regulują to obecne przepisy oświatowe. Prawnicy, a w tym prawnicy sejmowi, na naszą prośbę sprawdzili stan prawny i ponad wszelką wątpliwość uznali, że w systemie prawa oświatowego nie ma żadnego zakazu łączenia przez uczniów lekcji języka niemieckiego jako obcego oraz jako języka mniejszości narodowej. W jednej z opinii prawnych jest nawet stwierdzenie, że możliwość nauki języka mniejszości narodowej jest rodzajem dodatkowego przywileju dla uczniów z tą mniejszością związanych i nie może on ograniczać innych praw tych uczniów, a w tym wyboru przez nich nauki jednego z języków obcych nowożytnych nauczanych w polskich szkołach.

Organy założycielskie szkół stoją więc dzisiaj w obliczu dylematu: czy zastosować się do prawnie wątpliwej interpretacji MEN, czy zgodnie z wykładnią przepisów wyższego rzędu zezwolić na to łączenie, które wyraźnie z korzyścią dla uczniów pozwoli im na jakościowo lepsze władanie dwoma językami: angielskim i niemieckim. Alternatywą jest niestety albo rezygnacja z nauki języka niemieckiego jako języka mniejszości, albo wybór nauki kolejnego języka obcego. W jednym i drugim przypadku jakość i efekt nauki spadnie.

W zeszłym tygodniu udało się przekonać posłów sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych do złożenia interpelacji w tym zakresie. Temat został także poruszony podczas rozmowy przedstawicieli rządów Polski i Niemiec dotyczących reaktywacji tzw. okrągłego stołu. Mamy nadzieję, że działania te przyniosą efekt i MEN wycofa swoją interpretację, ale niezależnie od tego ważne jest, by samorządy i dyrekcje szkół nie uległy jej presji.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Historia po wypędzeniach

Niedawno w „Wochenblatt.pl” ukazał się artykuł na temat emerytur dla późnych przesiedleńców w Niemczech, którzy do tej pory w związku z faktem przesiedlenia, będącego najczęściej odległym skutkiem minionej wojny, w późnych latach swego życia są wyraźnie poszkodowani. I to pomimo życia wypełnionego pracą najpierw w krajach, w których żyli jako mniejszość niemiecka, a potem w Niemczech. Niektórzy z nich mają jeszcze za sobą los pracy przymusowej i bez wynagrodzenia. Obecnie coraz bliżej jest rozwiązanie, które ma im zapewnić godziwe emerytury. Najwyższy czas!

Ale też najwyższy czas był już na to, by powstała także nowa koncepcja wspierania i pielęgnowania kultury wypędzonych, którzy w wyniku wypędzenia ze swych ojczyzn, zmiany granic powojennych i utraty niemieckich prowincji wschodnich jako Ślązacy, Pomorzanie czy Donauschwaben utracili tradycyjne związki kulturowe i zakorzenienie w swych historycznych ojczyznach. Sprawa zachowania i przekazywania tych tradycji, historii i pamięci jest osią wskazań w zakresie realizacji tzw. paragrafu 96 ustawy o wypędzonych (Bundesvertriebenengesetz). Na szczęście na tej osi znalazła się ostatnio także mniejszość niemiecka – jako ta społeczność, która w owych historycznych ojczyznach nadal zamieszkuje.

Na szczęście, gdyż w Niemczech przez dziesiątki lat istniała niepisana polityczna zgoda co do zacierania owej przeszłości. Obecnie coraz szersze kręgi uznają, że dla niemieckiej identyfikacji i pełni historycznej pamięci ta część przeszłości jest niezbędna. Jednak bardzo często o ile wspomina się o niej, to zamyka się ją datą 1945 roku, zapominając o istnieniu niemieckich wspólnot mniejszościowych wszędzie tam, skąd pochodzą wypędzeni. Ich los często bywał nawet okrutniejszy, gdyż ich cierpienie trwało jeszcze długo pomimo końca wojny. Wykluczenie kulturowe, dyskryminacja językowa, często utrata wolności, majątków, a nawet życia, ruina substancji materialnej stała się ich udziałem.

Tymczasem zarówno narracja przekazu historycznego w krajach naszego zamieszkania, jak i w Niemczech ma tendencję do pomijania tego losu. Dlatego z ogromną radością przyjąłem zaproszenie do Haus Schlesien w Königswinter do wspólnej pracy nad opracowaniem koncepcji takiej realizacji założeń par. 96, które tę kulturę wspólnych heimatów wypędzonych, przesiedleńców i mniejszości niemieckich będą pielęgnować w interesie wszystkich tych grup, ale także tych państw i społeczeństw, w których te ziemie dzisiaj się znajdują. Zadanie trudne, ale nie niemożliwe. Jednocześnie jedno spośród tych zadań, które w wielu miejscach Europy ciągle jeszcze jako niezabliźnione rany, nieopowiedziane historie, usunięte z pamięci postacie przypominają nie tylko o samej wojnie i jej skutkach, ale też o braku dialogu na podzielonym kontynencie. Jeśli z naszej pracy w Königswinter i kolejnych spotkań wyniknie plan działań, wsparcia i współpracy ludzi, instytucji i stowarzyszeń na tej drodze, to zacznie się wypełniać luka ciągle otwarta.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Dorpat i Reval w trzy dni

Wystawa „W dwóch światach”, opowiadająca o Niemcach mieszkających jako społeczności mniejszościowe w 25 krajach Europy, zawędrowała do Tartu/Dorpat. Otwierając ją w pomieszczeniach uniwersyteckiej biblioteki, widziałem, z jakim szacunkiem traktowana jest niemiecka kultura. Podziwiając stare centra hanzeatyckich miast Tartu i Tallin, widzi się wyłącznie niemiecką w stylu architekturę. Wizyta na starym wiejskim cmentarzu w połowie drogi pomiędzy nimi również potwierdza niemiecką przeszłość.

  • Dział: Blogi

Mniejszości w wojnie hybrydowej

W styczniu w Krakowie sądzono trzech Polaków, którzy przed rokiem w Użhorodzie na ukraińskim Zakarpaciu podpalili „koktajlami Mołotowa” ośrodek kultury należący do silnej w tym regionie mniejszości węgierskiej. Stało się to akurat wtedy, gdy istniał na Ukrainie spór o szkoły mniejszościowe, gdyż próba zmniejszenia roli języka rosyjskiego na Ukrainie odbywa się niestety ze szkodą dla mniejszości narodowych. Zarzut postawiony Michałowi P. mówi, że: „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wykonał zlecenie dokonania na terytorium Ukrainy czynów zabronionych polegających na publicznym nawoływaniu do nienawiści na tle narodowościowym pomiędzy obywatelami Ukrainy i Węgier: wywołania zakłócenia ustroju Ukrainy i pogłębienia podziałów narodowościowych pomiędzy Ukraińcami i Węgrami; oraz w zamiarze sfinansowania przestępstwa o charakterze terrorystycznym, polegającego na namalowaniu symboli faszystowskich i podpalenia budynku organizacji społecznej Towarzystwo Węgierskiej Kultury Zakarpacia w Użhorodzie, przekazał Adrianowi M. i Tomaszowi Sz. 1000 zł na zakup paliwa do podpalenia budynku”.

  • Dział: Blogi
Subskrybuj to źródło RSS