Log in
Bernard Gaida

Bernard Gaida

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. URL strony:

Minorowy czas

Początek roku nie chce wyjść z minorowego nastroju. Wszyscy od dawna się przyzwyczajamy i coraz łatwiej przechodzimy do porządku dziennego nad wydarzeniami, które przecież powinny nami dogłębnie wstrząsać.

Ze smutkiem muszę stwierdzić, że w rozmowach większość z nas szczególnie wstrząsającą zbrodnię, jaką przecież jest zestrzelenie samolotu pełnego niewinnych i spokojnych ludzi, lokuje w kategorii strasznych wydarzeń, ale bez głębszej refleksji. Ukraiński samolot, nie nasi rodacy, daleko od nas, więc przechodzimy do innych tematów. Chyba nieco więcej czasu i wzruszeń poświęciliśmy kilka lat temu zestrzelonemu nad Ukrainą samolotowi z Holandii. Działa efekt przyzwyczajenia, oswajania grozy, odpersonalizowania obcych nam ofiar.

Czasem dla spokoju sumienia wolimy nie zauważać procesu, w jakim zło rodzi zło. A politycy racjonalizują najbardziej nawet niewyobrażalne postępki własne, swoich mocodawców czy państw. Tymczasem wiemy, że nie byłoby ataku na ukraiński samolot, gdyby nie zabójstwo irańskiego generała Soleimaniego na rozkaz prezydenta Trumpa. Tak jak nie zginęliby holenderscy podróżni nad Ukrainą, gdyby nie było konfliktu w Donbasie. Konfliktu przecież wywołanego przez konkretnych polityków.

Gdzie znajduje się demokracja i związana z nią etyka, jeśli w świecie, który w większości sprzeciwia się orzekaniu wyroków kary śmierci, reprezentujący ją politycy wykonują karę śmierci bez jakiegokolwiek wyroku. Czy samosądy są zabronione jedynie zwykłym ludziom? Czy już nie wierzymy, że każdy zbrodniarz ma prawo do sądu? Osąd moralny takich zachowań jest przerażająco pusty.

W grudniu z Berlina wydalono dwóch dyplomatów rosyjskich w związku z dowodami, że zabójstwo czeczeńskiego dysydenta (wg Rosji – terrorysty) w berlińskim Tierparku zostało zlecone przez najwyższe władze Federacji Rosyjskiej. Spodziewać by się można napięcia w stosunkach Moskwa – Berlin, tymczasem z sobotniej wizyty kanclerz Merkel w Moskwie i wspólnej z prezydentem Putinem konferencji prasowej nic takiego nie wynika. Gazociąg, konferencja na temat Libii, nieco o Syrii, prawie nic o konflikcie w Donbasie i sytuacji Ukrainy, a w związku z zamordowaniem 176 niewinnych osób w ukraińskim samolocie bodaj jedno zdanie pochwały dla Iranu za przyznanie się do zestrzelenia. Niedobrze się dzieje.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Początek i koniec

Zaczyna się normalny czas, w który powinniśmy wejść po bożonarodzeniowych przeżyciach i noworocznych postanowieniach mądrzejsi i lepiej przygotowani. Święta w swojej treści mówią o początku, narodzeniu, a najpiękniej o narodzeniu pisał w prologu św. Jan Ewangelista: „Na początku było Słowo”.

Życie pisze scenariusze, które zmuszają do tego, by ów początek rozumieć w jego pełnym wymiarze. Tak właśnie się dzieje w moim początku roku. Już w czwartek w Warszawie odprowadzę na cmentarz dominikanina, o. Jana Spieża. Mój były duszpasterz akademicki z Poznania przeżył tylko jeden dzień nowego roku. Był przewodnikiem duchowym setek studentów w latach, w których zmieniało się wszystko: Karol Wojtyła został papieżem, odbyła się brzemienna w skutki jego pielgrzymka do Polski, powstała Solidarność, wybuchł stan wojenny. On, pochodzący z Kalisza, późno powołany do kapłaństwa historyk, spokojnie gorącym głowom tłumaczył zewnętrzne procesy, często uspokajając niezdrowe emocje. Jego racjonalne skupienie różniło go od wielu.

Badając dzieje zakonu dominikanów, nie mógł nie zajmować się Śląskiem. To przecież w Kamieniu Śląskim urodził się św. Jacek, uczeń św. Dominika, założyciel klasztorów dominikańskich w Pradze, Wrocławiu, Kamieniu Pomorskim czy Gdańsku, który spoczął w Krakowie. Stąd nasze późniejsze spotkanie na odpuście w Kamieniu Śląskim. Przez wiele kolejnych lat badał życiorys dominikanki Eufemii, księżniczki raciborskiej, w ramach jej procesu beatyfikacyjnego.

W obecnym czasie sporów o praworządność i niezależność sądów przypominam sobie jego częste, a w Poznaniu naturalne, porównanie zaboru pruskiego i rosyjskiego. Powszechnie wiadomo, że tylko w Prusach dzieci obejmował obowiązek szkolny, nie było pańszczyzny, wieś była dostatnia. Jednak tylko o. Jan zwracał uwagę, że źródło tego leżało w równości obywateli wobec prawa i władzy sędziowskiej. Mawiał często, że historia z wozem Drzymały w zaborze rosyjskim nigdy by się nie wydarzyła, bo jej bohater w ciągu jednej nocy znalazłby się w transporcie na Syberię. Znane powiedzenie „Dura lex, sed lex” interpretował w ten sposób, że surowe prawo pruskie było lepsze od rosyjskiego bezprawia.

Jego śmierć na progu roku to nie koniec, ale początek drogi, do której prowadził wielu ludzi.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Niemcy nad Wołgą

Kiedy dzisiaj mówimy o Niemcach w Rosji, najczęściej używamy pojęcia Russlanddeutsche, tymczasem z dzieciństwa pamiętam, że mężczyźni, którzy jako jeńcy przeżyli sowiecką niewolę na Syberii, mówili o Wolgadeutsche. Po dziesiątkach lat od tamtych wspomnień udało mi się odwiedzić ich historyczną stolicę nad Wołgą, czyli dzisiejsze miasto Marks.

Tablica na centralnym placu miasta informuje, że pierwsi niemieccy osadnicy przybyli tam na zaproszenie carycy Katarzyny 27.08.1766 roku. Powoli czynili sobie Powołże poddanym, a w tym właśnie miejscu założyli miasto o nazwie Katherinenstadt, w którym nieprzerwanie niemal do 1941 roku stanowili 97% mieszkańców. Z nazwy na skutek rewolucji 1917 roku musiało zniknąć imię Katarzyny, a zamiana na Marksa dało mu nazwę Marksstadt. Gdy tylko w czerwcu 1941 roku III Rzesza, realizując plan Barbarossa, zaatakowała ZSRR, już w sierpniu Stalin podjął decyzję o przesiedleniu wszystkich Niemców z tego rejonu w okolice Nowosybirska, Omska i Kazachstanu. Wraz z Niemcami z nazwy zniknęła część „Stadt”, od tej pory pozostał tylko „Marks”.

Jak Żydzi w Babilonie marzyli o Izraelu, tak Niemcy na Syberii śpiewali pieśni o Wołdze. Pierwsze możliwości przesiedlania się z zimnej Syberii pojawiły się w latach osiemdziesiątych, a powrotu nad Wołgę – wraz z pierestrojką u progu lat dziewięćdziesiątych. Potomkowie wypędzonych, kilkakrotnie zmieniając miejsce zamieszkania, powracali tam z nadzieją na odtworzenie Nadwołżańskiej Autonomicznej Republiki Niemców. W ciągu kilku lat liczba Niemców w Marksie wzrosła do kilkunastu procent, by po kilku kolejnych latach pełnych rozczarowania zaczęła znów spadać na skutek emigracji do Niemiec.

Pozostali na terenie dawnej autonomii stworzyli sieć organizacyjną i pracują nad zachowaniem historii tego kawałka niemieckości. Sponsorzy niemieckiego pochodzenia odbudowali i przywrócili funkcje kościoła ewangelickiego, w Brothafen upamiętnili pamięć Fridtjofa Nansena, ratującego głodujących w latach trzydziestych i kupili budynki na siedzibę mniejszości. Wydają publikacje, a muzeum z ich historią obchodziło właśnie 100 lat. To w nim znajdujemy i osiemnastowieczny manifest Katarzyny II zapraszający Niemców do Rosji i rozkaz ich wysiedlenia z 1941. Ale także dowody terroru rewolucyjnego, który kościół luterański zamienił w „dom kultury”, a pastora za próbę uchronienia wyposażenia liturgicznego rozstrzelał.

A jednak pięknie przygotowane otwarcie wystawy o mniejszościach niemieckich pokazało siłę ducha tych Niemców, których nic nie złamało i dziś w Marksie mieszkają.

Bernard Gaida

79930052 2827698717261271 1673097612439322624 n

  • Dział: Blogi

Młodzież jest

Często się słyszy, że w mniejszości niemieckiej w Polsce nie ma młodzieży. To naturalnie nie jest tylko naszym problemem. Kiedy tydzień temu brałem udział w obchodach barbórkowych w Monachium, słyszałem podobne wypowiedzi od zgromadzonych tam Ślązaków. W Polsce natomiast podobne głosy słyszy się nawet z kręgów ZHP. Z drugiej strony zaś Ochotnicze Straże Pożarne wydają się nie mieć problemów z narybkiem. Gdzie jest tajemnica?

Jeżeli miałbym mniejszość niemiecką opisać na podstawie minionych tygodni, musiałbym powiedzieć, że społeczność ta nie ma problemu z przyciągnięciem w swe szeregi młodzieży. Poniedziałkowy koncert adwentowy TSKN w opolskiej filharmonii był nie tylko przepięknym przeżyciem. Na scenie mogliśmy właśnie podziwiać szereg utalentowanych dzieci i młodzieży. I to właśnie wyłącznie młodzi ludzie przygotowali program artystyczny składający się z muzyki, śpiewu i wierszy. W minioną sobotę widzieliśmy na scenie Domu Kultury w Ozimku 30 dzieci występujących w musicalu, a dwa tygodnie temu na scenie w Głogówku swoje autorskie sztuki teatralne zaprezentowało w sumie 100 młodych ludzi.

Może ktoś powiedzieć, że są to najbardziej utalentowane dzieci i młodzież. To racja. Ale swoje talenty mogliby oni rozwijać w szkole i domach kultury, przychodzą zaś do mniejszości, aby czynić to w języku niemieckim. Do nich należy doliczyć jeszcze 500 dzieci w Niemieckich Szkółkach Piłkarskich „Miro” oraz ponad 1000 uczestników tzw. kursów sobotnich. Nie można też zapomnieć o młodzieży biorącej udział w obozach językowych, szkolącej się na liderów mniejszości niemieckiej lub porządkującej ewangelicki cmentarz na północy Polski i przygotowującej przy tym prezentację w języku niemieckim. Tam właśnie szczególne wrażenie zrobili na mnie młodzi Ślązacy, którzy bez zawahania przyznawali się do swojej niemieckości przed polską publicznością.

Można być naprawdę dumnym z takiej młodzieży. Ale widać też, że bierze ona udział w tych inicjatywach, w których odczuwa potencjał do własnego rozwoju. Czy to egoizm? Nie. Rozwój młodzieży jest w interesie całej społeczności, ponieważ potencjał młodzieży także mniejszość może wzmocnić.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi
Subskrybuj to źródło RSS