Log in

Kraj po 10 maja

Kraj po 10 maja VdG

Od kilku tygodni staram się usilnie unikać tematów politycznych, ale nie do końca można. Niedawno pisałem, że polskie wiadomości, które zawsze miały skłonności do zaściankowości i niedostrzegania problemów globalnych, w obliczu pandemii stały się całkowicie egoistyczne. Nagle przestały dostrzegać tragedię głodu na świecie, uchodźców w Grecji czy konfliktu na Ukrainie. Jednak w ostatnim czasie nawet pandemia straciła na znaczeniu, a ma się wrażenie, że świat cały kręci się wobec wyborów prezydenta w Polsce. Ale niestety w swej powszechności tak w mediach, jak i pośród ludzi akcent postawiony jest na epidemiologiczne zagrożenia przeprowadzenia tych wyborów. W ten sposób traci ta dyskusja znamiona racjonalności.

Oczywiście, że pandemia i niebezpieczeństwo zarażenia w trakcie wyborów jest niezmiernie istotne. Jednak paradoksalnie dla istoty wyborów w demokratycznym państwie tematem drugorzędnym jest, jak długo wirus przeżyje na kartce papieru, gdyż można zapewne zachować na tyle higieny, by nikomu nic nie groziło. O wiele ważniejszy jest fakt, że pandemia w ostatnich tygodniach sprawiła, że nie było możliwe spełnienie najważniejszego warunku demokratycznego wyboru, czyli informacji i możliwości zapoznania się z programami kandydatów.

Wybory powinny być powszechne, tajne, bezpośrednie i równe. Manipulowanie prawem wyborczym, sposobem ich przeprowadzenia, pozbawienie roli niezależnej PKW zagraża ich powszechności, tajności, bezpośredniości, ale nawet gdyby tak nie było, to zasady równości kandydatów już nie da się naprawić. Możliwość prowadzenia kampanii przez urzędującego prezydenta przy jednoczesnym ograniczeniu tej możliwości pozostałym kandydatom doprowadziło do sytuacji, że wiedza obywateli na temat kandydatów ograniczona jest do kilku z nich. Pytani o liczbę kandydatów wszyscy mówią o pięciu lub sześciu kandydatach, a tymczasem kandydatów jest ostatecznie dziesięciu.

Czy mniej znana część tej dziesiątki ma jakąkolwiek szansę, by w sytuacji zakazu zgromadzeń, utrudnień w podróżowaniu, braku dostępności do mediów centralnych móc dotrzeć do świadomości wyborców? Czy sprowadzenie kampanii wyborczej do sporu czy, jak i kiedy przeprowadzić wybory, pozwala zapoznać się z programami kandydatów? Czy ta sytuacja motywowała kandydatów do wysiłku stworzenia programu? Na te pytania trzeba uczciwie dać odpowiedź negatywną. A to oznacza, że jako wyborca pozbawiony jestem możliwości racjonalnej analizy, a więc świadomego wyboru, co podważa sens ich przeprowadzenia czy też udziału w nich. Czym więc będą, jeśli się odbędą? I czym będzie kraj, w którym prezydentem będzie ktoś wybrany w ten sposób?

Bernard Gaida