Log in

Uchwała Solidarności do realizacji

Tekst piszę w dniu, w którym w Polsce wszyscy próbują sobie przypomnieć fakt powstania Solidarności przed czterdziestu laty. Dla mnie osobiście był to intensywnie przeżywany czas. I dlatego też pamiętam swoje odczucia, których nie zmieniło wprowadzenie stanu wojennego rok później.

Od początku nie postrzegaliśmy Solidarności jako związku zawodowego, lecz jako ruch społeczny o takiej sile, że system już mu się nie oprze. Przede wszystkim dlatego, że od początku swych postulatów nie ograniczał do spraw pracowniczych, ale traktował je jako element demokratycznego państwa. W nim ochrona praw pracowniczych będzie wynikała z ochrony praw ludzkich w ogóle. Już na pierwszym zjeździe w hali Olivia w uchwale programowej napisano: „Historia nauczyła nas, że nie ma chleba bez wolności. Chodziło nam również o sprawiedliwość, o demokrację, o prawdę, o praworządność, o ludzką godność, o swobodę przekonań (…)”. I dalej: „Związek nasz wyrósł z buntu społeczeństwa polskiego doświadczonego w ciągu przeszło trzech dziesięcioleci łamaniem praw ludzkich i obywatelskich”.

Logicznym następstwem tego spojrzenia była Uchwała w sprawie mniejszości narodowych, w której zapisano: „Dbając o rozwój kultury polskiej, otwartej na dorobek innych narodów, wyrażamy wolę wykazania nie mniejszej dbałości o to, by obywatele polscy należący do innych narodów i grup etnicznych (…) znaleźli we wspólnej z Polakami ojczyźnie warunki do swobodnego rozwijania swej kultury i przekazywania jej następnym pokoleniom”. Z historycznej perspektywy trzeba odnotować, że dla wymienionych w uchwale Niemców, inaczej niż dla innych, już uznanych w PRL mniejszości narodowych, była ona bodaj pierwszym w PRL głośnym potwierdzeniem naszego istnienia. W czasie, w którym solidarnie zarówno państwo, jak i episkopat zaprzeczały jej istnieniu.

Jednak z ważniejszej perspektywy współczesności trzeba zadać pytanie, czy demokratyczne już państwo, będące dziełem Solidarności, okazuje „nie mniejszą dbałość” o rozwój kultury mniejszości narodowych jak kultury polskiej? Czy mamy „warunki do swobodnego rozwijania swej kultury i przekazywania jej następnym pokoleniom”? Niestety, ta uchwała pozostaje nadal ledwie połowicznie zrealizowanym postulatem Solidarności. Czy jako członkowie mniejszości narodowej mamy swobodę rozwijania i przekazywania swej kultury? Odpowiem, że tak. Czy państwo stworzyło warunki do jej rozwoju, i to w stopniu nie mniejszym niż rozwoju kultury polskiej? Zdecydowanie odpowiem, że nie! Brak tych warunków, zwłaszcza w zakresie edukacji, stwierdza z całą mocą każda kolejna ocena realizacji przez Polskę Europejskiej karty języków regionalnych i mniejszościowych. Będzie ona nieprzerwanie krytyczna, dopóki nie powstaną w Polsce szkoły z niemieckim językiem nauczania, dopóki na falach eteru nie będzie więcej programów w językach mniejszości… Uchwała sprzed czterdziestu lat nadal czeka na swoją realizację.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Trudne stosunki

Po wygranej Bayernu Monachium (zaznaczam, że piłka nożna leży zupełnie poza moimi zainteresowaniami) i zachwytami wszystkich polskich mediów, nie wyłączając programowo antyniemieckiej TVP, można by uznać, że w stosunku do Niemiec i Niemców nastąpił jakiś przełom. Ale nic z tego. Wystarczy przyjrzeć się impasowi w kwestii udzielenia agrément ponad trzy miesiące temu mianowanemu w Berlinie nowemu ambasadorowi RFN w Polsce.

Miałem zaszczyt być na uroczystości pożegnania Rolfa Nikela, który jak wiemy, odchodząc, wielokrotnie opisywał stosunki polsko-niemieckie jako „lepsze, niż się wydaje”. Pat, który zapanował w zakresie powołania jego następcy, Arndta Freiherra Freytaga von Loringhoven, wydaje się dowodzić, że być może jest odwrotnie. Być może są one w rzeczywistości „gorsze, niż nam się wydaje”. W Niemczech zapewne narasta zaniepokojenie, a może już zniecierpliwienie sytuacją, w której mianowanie wybitnego dyplomaty z historią pracy na niezwykle ważnych stanowiskach w kraju i w instytucjach europejskich tak długo nie spotyka się z aprobatą polskiego MSZ. W lipcu mówiło się, że sytuacja przedłuża się z powodu wyborów. W miesiąc po wyborach trudno się na to powoływać. Trudno też to zrozumieć na tle normalnych relacji przyjętych w dyplomacji pomiędzy państwami utrzymującymi normalne i bezkonfliktowe stosunki. Takie podania przyjmowane są bez zbędnej zwłoki.

Co prawda w niektórych mediach natychmiast po ujawnieniu kandydatury Freytaga von Loringhovena opisywano, że jego ojciec był do końca wojny w bunkrze Hitlera. Część przyjęła to za ciekawostkę, tym bardziej że tenże ojciec pełnił później wysokie funkcje w NATO. Ale być może jednak w kraju, w którym na potrzeby kampanii wyborczej wyciągnięto Tuskowi dziadka z Wehrmachtu, takich wiadomości sprzed 75 lat nie traktuje się jak normalnej wiadomości. A zwłaszcza poza kręgami dyplomatycznymi; tymczasem – jak sugerują media niemieckie – decyzja o zwłoce w wydaniu agrément podjęta została poza MSZ.

I tutaj być może należy upatrywać kropli, która przepełniła czarę goryczy ministra Jacka Czaputowicza, pozbawionego decyzyjności w sprawie relacji dyplomatycznych z najważniejszym partnerem Polski. Nie zmienia to faktu, że pozostaje pytanie, jaka jest faktyczna przyczyna nadwerężania stosunków polsko-niemieckich. Czy fakt, że niektórzy komentatorzy dostrzegają, iż kaliber nowego kandydata związany jest ze stopniem trudności aktualnej pozycji Polski na arenie europejskiej i w stosunkach bilateralnych? Co być może zostało w obozie władzy negatywnie ocenione.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Po wyborze

Wyborczy wynik przypomniał mi referendum decydujące o brexicie, którego wynik wyniósł 51,89% za i 48,11% przeciw. Komentowano, że to niemal niemożliwe, by tak poważną decyzję dla przyszłości kraju można było podjąć tak nieznaczną większością głosów. Prezydent w Polsce przejmie swój urząd na podstawie jeszcze mniejszej przewagi głosów. A jednak werdykty demokratyczne należy szanować, więc zarówno następuje wyjście Wielkiej Brytanii z UE, jak i Andrzej Duda będzie prezydentem.

Skutki jednego i drugiego werdyktu dla tych krajów będą jednak ponosić wszyscy solidarnie. Tysiące mieszkańców wysp już przenosi się, a przynajmniej lokuje swoje biznesy w krajach unijnych, tysiące mieszkańców Polski, a Śląska zwłaszcza, uczyni to samo. Zanim to nastąpi, politycy, dziennikarze i analitycy będą opisywać i badać przyczyny takiego wyniku. W Opolu znów się pojawią głosy, że mniejszość niemiecka pomimo antyniemieckiej retoryki Andrzeja Dudy głosowała na niego i że w gminach mniejszościowych odnotowuje się niezmiennie najniższą frekwencję.

Faktycznie w moim Dobrodzieniu wyniosła ona 47,59%, w sąsiednich Zębowicach była jeszcze niższa. Na mapce województw ze swoimi niespełna 60% województwo opolskie plasuje się na samym końcu tabeli, a przedostatnie miejsce zajmuje na niej Warmia z Mazurami, gdzie również tysiące ludzi żyją pomiędzy Niemcami a Polską. Czy ta wysoka absencja faktycznie związana jest z tym, że cała rzesza osób z list wyborczych w istocie mieszka w Niemczech? A może z faktem, że znaczna część wyborców stanowiących mniejszości narodowe nie poczuła, by któryś z kandydatów drugiej tury skierował do nich jakąś specyficzną ofertę. Na przykład w zakresie poprawy edukacji dla mniejszości, która zarówno pod rządami PO, jak i PiS w zgodnej ocenie nas samych, jak i ekspertów Rady Europy nie spełniała i nie spełnia zobowiązań Polski wynikających z Europejskiej karty języków regionalnych i mniejszościowych.

A skoro takiej oferty nie było, to była absencja lub… zadecydowały preferencje z mniejszością niezwiązane. Warto, by socjolodzy przeprowadzili takie badania. Z tego punktu widzenia bowiem kandydaci i ich doradcy czy sztabowcy powinni przeanalizować programy i treści wystąpień. Zwłaszcza sztabowcom sympatycznego Rafała Trzaskowskiego, na którego (choć dopiero w II turze) oddałem swój głos, warto powiedzieć, że analizie trzeba poddać nie tylko to, co zostało w kampanii powiedziane, nie tylko to, czy właściwie stawiano akcenty, ale także to, czego w niej zupełnie zabrakło.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Tante Lilo

Śmierć nigdy nie przychodzi w porę. Poznałem Tante Lilo jako mieszkankę enerdowskiego Karl-Marx-Stadt. Prawdziwa Saksonka, była żoną najstarszego brata mojej mamy, Georga. Mogli się spotkać, ponieważ była wojna.

Mały Georg w małej wsi nieopodal Dobrodzienia był od urodzenia prawie całkowicie niewidomy. W wieku sześciu lat poszedł do szkoły wiejskiej, ale nauka w kolejnych klasach była coraz trudniejsza i dlatego nauczyciel znalazł dla niego ośrodek dla niewidomych we Wrocławiu. Georg rozpoczął więc naukę w stolicy prowincji. Rozstanie z wioską, rodziną i rodzeństwem było dla wszystkich trudne. Potem wybuchła wojna, ojciec musiał iść na front, matka pozostała sama z dziećmi. Coraz rzadziej dochodziło do wzajemnych wizyt.

Kiedy w styczniu 1945 r. zarządzono ewakuację, rodzina z Dobrodzienia uciekała w kolumnie z innymi w kierunku Czech. Szkoła we Wrocławiu była ewakuowana w stronę Saksonii. Brak kontaktu, brak możliwości wysłania listu. Szczególnie bolesne było to dla matki. Kiedy po wojnie rodzina powróciła na Śląsk, znajdujący się już pod polską administracją, brakowało Georga. Po powrocie musieli odzyskać zajęty w międzyczasie dom, a za pomocą służby poszukiwawczej Czerwonego Krzyża udało się znaleźć Georga w Chemnitz.

Mimo próśb matki nie chciał on jednak wracać na Śląsk. Był niewidomy, nie mówił po polsku, a w Chemnitz byli jego znajomi i przyjaciele ze szkoły. Pozostał więc i spotkał tam niepełnosprawną ruchowo Liselotte. Przez całe życie się wzajemnie wspierali i stworzyli wzorową rodzinę. Tante Lilo trudno było zrozumieć ze względu na jej saksoński dialekt, ale otwartość jej serca wszystko nadrobiła. Ferie letnie w Karl-Marx-Stadt, jak później przemianowano Chemnitz, były cudowne, a Tante Lilo  była jak matka. Podobnie było podczas ich pobytów na Śląsku. Wieczorami Onkel Georg grał na akordeonie, a Tante na harmonijce ustnej. Śpiew i śmiech pozostały mi w pamięci. Oboje niepełnosprawni, ale zawsze uśmiechnięci i życzliwi.

Od najmłodszych moich lat wujostwo mieszkający w NRD byli dla mnie symbolem niemieckości naszej rodziny. Onkel opowiadał wszak również dowcipy o Antku i Frantzku, ale tylko po niemiecku, ponieważ nie znał nawet gwary górnośląskiej. Także po śmierci śląskiego Onkla Tante była ogniwem łączącym pomiędzy nami na Śląsku a saksońską rodziną. W każde urodziny otrzymywałem telefon: w słuchawce najpierw słychać było melodię piosenki z życzeniami granej na harmonijce. Otoczona miłością dzieci i wnuków Tante ostatnie lata żyła w domu pomocy społecznej w Chemnitz. Dwa lata temu mogłem jeszcze obchodzić wraz z nią jej 90. urodziny, potem jeszcze kilkakrotnie ją odwiedzałem, otrzymując na drogę powrotną za każdym razem parę nowo dzierganych skarpet. Te ciepłe skarpety na zawsze będą mi przypominały serdeczną Tante Lilo.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Problemy z tolerancją

Jeśli komuś się wydawało, że panująca pandemia poszerzy przestrzeń tolerancji, to się wyraźnie pomylił. Zamieszki antyrasistowskie w USA, obalane pomniki w Wielkiej Brytanii i ostatnio w Niemczech, spory światopoglądowe w sprawie LGBT w Polsce. Wymieniać można jeszcze długo.

We wszystkich tych sporach widać zastępowanie dialogu dyktatem, i to często dyktatem z obydwu stron tych sporów. Tymczasem dialog by oznaczał, że każda ze stron usiłuje się porozumieć. Atmosfera dyktatu stron sporu przenosi się na ulice, i to nie tylko w postaci zamieszek i plądrowania sklepów w USA, ale także atmosfery na ulicach europejskich miast. Oczywiście w Polsce jest ona dodatkowo ubarwiona folklorem wyborczym. Nazywam to folklorem głównie dlatego, że w zakresie sporów światopoglądowych wszyscy odwołują się do emocji, a nie merytorycznych argumentów.

Paradoksalnie to dobrze, że zmaganie się z pandemią zmusza do zajmowania się konkretnymi rozwiązaniami i ich konsekwencjami. Nie pomaga próba jej emocjonalnego zagadania, gdyż operuje się liczbami. Być może nie są pewne, ciągle za mało wykonuje się testów, ale dają możliwość porównywania. A świadome wybory wymagają od wyborcy porównywania, które niestety w społeczeństwie tak rozpolitykowanym, ale jednocześnie tak mało upolitycznionym przysparza trudności.

Wszyscy o polityce namiętnie dyskutują, ale tak niewielu się w nią poważnie angażuje, że zarówno programy partyjne, jak i ich ewaluacja staje się pozorna. Aby ten proces ułatwić, już na wstępie tej kampanii opracowaliśmy katalog pytań do kandydatów na temat polityki mniejszościowej. Byłbym szczęśliwy, gdybym mógł napisać, że co najmniej większość z nich się do niego ustosunkowała, ale niestety tak nie jest. Na niecałe dwa tygodnie przed wyborami nadal tylko Szymon Hołownia na nie odpowiedział. A przecież wydawałoby się, że przywołana w tytule tolerancja nigdzie łatwiej się nie sprawdza i nigdzie prościej nie można swojej tolerancji pokazać niż w stosunku do mniejszości. Nie jest łatwo wyłącznie tym, dla których jest ona wiecowym i dobrze brzmiącym hasłem, ale przysparza problemów, gdy padają pytania o szkoły z niemieckim wykładowym, o tablice dwujęzyczne, o wsparcie dla kultury niemieckiej i tegoż dziedzictwa kulturowego. Nadal czekamy.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

LXX posiedzenie Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych

W dniu dzisiejszym, 17 czerwca 2020 r. odbywa się w Warszawie LXX posiedzenie Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Jest to pierwsze posiedzenie Komisji Wspólnej w 2020 r., gdyż posiedzenie zaplanowane na marzec br. nie odbyło się w związku z pandemią koronawirusa (COVID-19)
W przeddzień posiedzenia plenarnego Komisji, 16 czerwca 2020 r. wieczorem, odbyło się posiedzenie strony mniejszościowej KWRiMNiE.

Na czerwcowym posiedzeniu Komisji poruszone zostaną kwestie kluczowe dla mniejszości: założenia polityki państwa wobec mniejszości, najważniejsze kwestie wymagające rozwiązania, sytuacja mniejszości w warunkach pandemii koronawirusa, reforma systemu oświaty w odniesieniu do edukacji mniejszościowej, stan przygotowań do Narodowego Spisu Powszechnego 2021.

W posiedzeniu bierze udział: Bernard Gaida, przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, Rafał Bartek, przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim i Ryszard Galla, poseł na Sejm w RP. 

Porządek obrad LXX posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych:

godz. 09.00 – 09.10

  1. Wręczenie powołań dla nowych członków Komisji Wspólnej (10 min.)

 

godz. 09.10 – 09.20

  1. Zatwierdzenie protokołu z LXIX posiedzenia Komisji Wspólnej (10 min.)

 

godz. 09.20 – 09.35

  1. Założenia polityki państwa wobec mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności posługującej się językiem regionalnym

-        wystąpienie Pana Błażeja Pobożego, Podsekretarza Stanu w MSWiA (15 min.)

godz. 09.35 – 10.40

  1. Najważniejsze zagadnienia dotyczące mniejszości narodowych i etnicznych

-        wystąpienie Pana Grzegorza Kuprianowicza, Współprzewodniczącego Komisji Wspólnej (15 min.)

-        dyskusja nad punktami 3 i 4 porządku obrad (50 min.)

godz. 10.40 – 11.40

  1. Mniejszości narodowe i etniczne oraz społeczność posługująca się językiem regionalnym w warunkach pandemii

-        wystąpienie Pana Grzegorza Kuprianowicza, Współprzewodniczącego Komisji Wspólnej (10 min.)

-        wystąpienie przedstawiciela DWRMNiE (10 min.)

-        dyskusja (40 min.)

godz. 11.40 – 12.10

  1. Informacja o stanie prac nad modyfikacją systemu oświaty mniejszościowej oraz strategiami oświaty poszczególnych mniejszości

-        wystąpienie przedstawiciela MEN (10 min.)

-        dyskusja (20 min.)

godz. 12.10 – 12.40

  1. Deklaracja w sprawie oświaty mniejszości narodowych w Rzeczpospolitej Polskiej i Republice Litewskiej

-        wystąpienie przedstawiciela MEN (10 min.)

-        dyskusja (20 min.)

godz. 12.40 – 13.10

  1. Założenia Program integracji społecznej i obywatelskiej Romów w Polsce na lata 2021-2030

-        wystąpienie przedstawiciela MSWiA (10 min.)

-        dyskusja (20 min.)

godz. 13.10 – 13.45

  1. VII raport dot. sytuacji mniejszości narodowych i etnicznych oraz języka regionalnego w RP (tzw. raport ustawowy, art. 31 ust 3 ustawy o mniejszościach)

-        wystąpienie przedstawiciela MSWiA (10 min.)

-        dyskusja (25 min.)

godz. 13.45 – 14.15

  1. Stan przygotowań do Narodowego Spisu Powszechnego 2021

-        wystąpienie przedstawiciela GUS (10 min.)

-        dyskusja (20 min.)

godz. 14.15 – 14.45

  1. Sprawy bieżące

 

 104222420 184624319647085 4389969368380954879 n104150920 724075091743074 6101745034790488618 n104668764 975519539544299 3015230721209189326 n104203964 2624866981111152 6169155941840297931 n

 

Podziękowania dla Rolfa Nikel, ustępującego ambasadora Niemiec w Polsce

We wtorek, 16 czerwca 2020 r. Bernard Gaida, przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń w Polsce wręczył podziękowania dla Rolfa Nikel, ustepującego ambasadora Niemiec w Polsce i jego żony Olivi Nikel. Rolf Nikel od 2014 roku pełnił funkcję ambasadora Niemiec w Warszawie. Pod koniec czerwca ustąpi z urzędu. 

Danksagung Rolf Nikel 16.06.2020 1

Kreacja rzeczywistości?

Leży przede mną raport Najwyższej Izby Kontroli na temat „Ochrony materialnego dziedzictwa kulturowego mniejszości narodowych”.  Przyznaję, że raport jeszcze nie przestudiowany dogłębnie. Jednak uderzyło mnie zdanie z jego streszczenia, że NIK ocenia, iż właściwe instytucje „działały skutecznie, a efekty tych działań przyczyniły się także do zachowania dziedzictwa kulturowego mniejszości narodowych”. Na usprawiedliwienie dopowiem, że NIK kontrolował lata 2016–2019.

Jeśli jednak to zdanie wziąć za opis rzeczywistości, to ma ono znamiona kreacji świata równoległego. Bo jednocześnie leży u mnie na biurku starannie wydane dzieło Hannibala Smoke’a „Niewidzialny Dolny Śląsk. Pałace, których już nie zobaczysz”. To właściwie epitafium dla 447 pałaców będących zabytkami niemieckiego dziedzictwa kulturowego na Śląsku. Ostatnie zdania tej książki brzmią: „Trudno uciec od przygnębiającej konstatacji, że ani wojna, ani Armia Czerwona nie były tak zgubne dla dolnośląskich rezydencji jak nasza powojenna rzeczywistość. (…) Przygniatającą większość zrównaliśmy z ziemią. Naturalnie należy pamiętać, że to nie my rozpętaliśmy największą z wojen (…). To jednak wytłumaczenie daleko niewystarczające, a w XXI wieku nawet nie okoliczność łagodząca. Zwłaszcza że radykalnej zmiany nie widać. Wspaniałe dziedzictwo materialne Dolnego Śląska wciąż znika”.

Całe moje życie nie potrafiłem zrozumieć polskiego obchodzenia się z zabytkami na Śląsku, Pomorzu czy w Prusach Wschodnich. Do 1989 roku można było zwalić to na podejście państwa totalitarnego, ale wiemy, że być może nawet więcej zabytków zniszczało po tym roku – na skutek karygodnego gospodarowania, nieracjonalnej wyprzedaży, rabunkowej polityki nowobogackich właścicieli. Brak uregulowania sprawy tego dziedzictwa w polsko-niemieckich stosunkach dwustronnych wydało na większość z nich wyrok śmierci. Raport NIK zapewnia, że zgodnie z prawodawstwem polskim zabytki „są objęte opieką bez względu na ich historyczne pochodzenie”, ale dodaje, że o ich ochronie co prawda decyduje „przede wszystkim wartość artystyczna, historyczna i naukowa”, ale także „ich znaczenie dla lokalnych społeczności”. Jak usprawiedliwienie brzmią więc stwierdzenia raportu, że po roku 1945 nastąpiła „zmiana narodowości” zabytków w północnej i zachodniej Polsce. A może właśnie ich los przypieczętowało to, że zabytki nie zmieniły narodowości i swą niemieckością kłuły w oczy. Szkody powstałe w wyniku decyzji o wymianie niemal całej ludności odbiły się więc też na losach zabytków.

Odpowiedzialności za ich stan nie można w dzisiejszej Polsce zbyć słowami raportu, że problem ochrony dziedzictwa nie związanego z historią lokalnej społeczności pozostaje aktualny nie tylko w Polsce, ale we wszystkich krajach dotkniętych pojałtańskimi zmianami terytorialnymi i ludnościowymi. Dlatego jeszcze długo nie może być zgody na kreację pozytywnej oceny działań rządu i samorządów w zakresie ochrony zabytków na byłych terenach niemieckich.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi
Subskrybuj to źródło RSS