Log in
Bernard Gaida

Bernard Gaida

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. URL strony:

Liczymy się

Niewiele mówi się w mass mediach o narodowym spisie powszechnym, ale wiadomo, że odbędzie się w tym roku. Pomijając kwestie techniczne i przeszkadzającą niewątpliwie takiej akcji spisowej pandemię, wiemy, że oprócz klasycznych danych statystycznych, jakie będą zbierane podczas spisu, pojawią się pytania o dane określane jako wrażliwe. Wyznanie, narodowość, język domowy – to pytania ważne dla każdego, ale odpowiedzi nie zawsze uświadamiane i jednoznaczne. W życiu codziennym często mało obecne. Z drugiej strony bardzo podatne na zewnętrzne wpływy, na uproszczenia, na obojętność, na propagandę, a także obawy, nieufność i manipulacje.

W niedawnym wywiadzie dla „Schlesien Journal” powiedziałem, że „nie mam problemu z powiedzeniem, że jestem Niemcem. A jako Niemiec jestem Ślązakiem”. Nie wiem, ilu odczuwa swoją śląskość jako odcień niemieckości czy też ilu posiadających niemieckie korzenie dzisiaj je sobie uświadamia. Postanowiłem więc, że wobec czytelników moich cotygodniowych felietonów spróbuję się dzielić tą świadomością i odkrywać ją tam, gdzie sam ją dostrzegam. Dzisiaj zacznę od wydarzeń, które już w nadchodzący weekend zdominują Górny Śląsk.

Zgromadzimy się na łambinowickim cmentarzu, przy bramie-pomniku w Świętochłowicach-Zgodzie, mysłowickim Rosengarten i wielu innych podobnych miejscach. Dobrze, że pamiętamy o tych cywilnych ofiarach, naszych krewnych, sąsiadach, współmieszkańcach naszych wsi i miast. Ale czy wszyscy pamiętamy, że jedyną ich winą była przynależność do niemieckiej wspólnoty narodowej? Że niewinnie życiem zapłacili za to, że byli Niemcami, obywatelami Rzeszy lub mieli miejsce na Volksliście. Upamiętniamy ich gwałtownie przerwane życie, ale czy czujemy z nimi jakąś wspólnotę? Czujemy, skoro przychodzimy, ale czy pozostaliśmy tej wspólnocie wierni? Oni chcieli przeżyć, ale znamię niemieckości wystawiło ich na zemstę zwycięzców i zapłacili za nie swoją winę. Każdego roku, stojąc przy tych tablicach, wiem, że cena, jaką oni zapłacili za korzenie, które mnie z nimi wiążą, sprawia, że chcę im być wierny. Ta wierność wymaga ode mnie, by w spisie powiedzieć: jestem narodowości niemieckiej!

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Armin Laschet, nowy rozdział

Wybór przewodniczącego CDU, partii, którą Friedrich Merz nazwał ostatnią chrześcijańską partią ludową Europy, się dokonał. Nie warto więc w gazecie Niemców w Polsce snuć rozważań i analiz, co by było, gdyby. Media pełne są z jednej strony haseł, że wyboru dokonał aparat partii, a nie jej baza, że to koniec CDU, a z drugiej strony – że jest to wybór kontynuacji sukcesu ostatnich 16 lat rządów kanclerz Merkel.

Osobiście rozmawiałem z Arminem Laschetem w 2018 roku w Aachen. Krótko, bo tylko na marginesie wręczenia nagrody Polonicus Donaldowi Tuskowi. I w tym kontekście warto odnotować, że jednym z niewielu gości internetowego Parteitagu był właśnie Tusk i podobnie jak wtedy w Aachen wygłosił głębokie myśli na temat UE, jej wartości i niemieckiej w niej roli. Wczoraj podziękował za niezłomną, proeuropejską postawę CDU, za jej cierpliwość i kreatywność wobec unijnych problemów, ale także za jej przyzwoitość. Podkreślił, że możliwość nazwania dzisiaj partii przyzwoitą jest rzadkością.

Wracając do Lascheta i oceniając go z naszego, mniejszościowego punktu widzenia, należy podkreślić, że nawet jeśli zarzucają mu brak charyzmy potrzebnej do zdobycia zaufania Niemców, to jego wybór oznacza kontynuację, którą sam podkreślał, mówiąc na przykład, że partia musi pozostać partią środka. W ostatnich kilkunastu latach we wszystkich programach koalicji rządowych wsparcie dla nas, Niemców żyjących w mniejszościach, miało swoje miejsce. W czasie rozpoczęcia pracy nad nowym programem bazowym CDU zwracałem się do przewodniczącej Annegret Kramp-Karrenbauer zaniepokojony, że pośród tematów wiodących skierowanych do szerokiej debaty ani temat wypędzonych, ani odpowiedzialności za mniejszości niemieckie się nie znalazł. Zapewniono mnie, że ten temat jest tak zakorzeniony, że z optyki CDU nie zniknie.

To nasze oczekiwanie przechodzi na Armina Lascheta. I jakoś jestem spokojniejszy, gdyż właśnie jego rząd Północnej Nadrenii-Westfalii wpisał do umowy partnerskiej z województwem śląskim współpracę z mniejszością niemiecką jako jej nieodzowny element. Choćby to pokazuje, że w nim spodziewam się osoby na nas otwartej. Innym tematem jest, jaka będzie pozycja CDU po nowych wyborach do Bundestagu.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Pamięć ofiar musi być jedynym celem

Kiedy obserwowałem starania niemieckich inicjatorów idei, by w Berlinie powstał pomnik poświęcony polskim ofiarom czasu okupacji, przewidywałem, że może on stać się kością niezgody. Mimo pandemii udało mi się jeszcze z końcem września odwiedzić Bundestag i w rozmowie z niektórymi posłami usłyszałem tę samą obawę. Było wtedy jednak już pewne, że niemal wszystkie frakcje parlamentarne zagłosują za tym jedynym, jak zakładano, miejscem pamięci o charakterze narodowym. Założenie to dość naiwnie bazowało na niemal jednoczesnej decyzji o powstaniu w Berlinie także miejsca pamięci o niemieckich ofiarach wojny w całej Europie.

Być może by tak było, gdyby nie okazało się, że już w maju polski ambasador Andrzej Przyłębski wysłał do swego ukraińskiego kolegi Andrija Melnika list, który ma charakter pouczenia, zakwestionowania liczby, a zwłaszcza „godności” ukraińskich ofiar wojny. Bije z niego poczucie wyższości. Ten list stał się z kolei bazą interwencji ukraińskiego ambasadora u posłów Bundestagu ostrzegającą ich przed instrumentalizowaniem historii i wspieraniem polskiej tendencji do monopolizowania roli „męczennika II wojny światowej”. Nie trzeba dodawać, że ta ujawniona polemika ambasadorów pomimo podjętych uchwał Bundestagu budzi w Niemczech obawy, że sprawa swego rodzaju nowej wojny polsko-ukraińskiej o historię na listach się nie zakończy.

Swego rodzaju umniejszanie cierpienia Ukraińców w porównaniu z polskimi ofiarami, zarzuty kolaboracji z hitlerowcami użyte jako argument przeciw prawu do „własnego” pomnika przypomina kupczenie tragedią ludzi. Najważniejszą konkluzją tego sporu dwóch sąsiadów na obcym podwórku jest prawda, że pamięć ofiar może mieć wyłącznie jeden cel: oddanie im należnej czci. Każda próba porównywania i relatywizowania wg narodowości, skali, geografii i innych sprawia, że skutki intencji mogą być jej odwrotnością. Mogą skłócać, a nie jednoczyć wokół godnej pamięci.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Przesłanie z Rzymu

Jesteśmy przyzwyczajeni, że okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku to czas wypełniony orędziami i przemówieniami. Od wielu już lat sam też zwracam się z Listem noworocznym do Niemców mieszkających w Polsce, starając się zwrócić uwagę zarówno na mijający rok, jak i na przyszłość. W tym roku niełatwo było mi go sformułować, gdyż w czasie jego pisania musiałem się zmagać też ze skutkami wychodzenia z tej choroby, która tak wiele milionów ludzi dotknęła i tak wielu zabrała przedwcześnie. Dlatego też bardzo osobiście czułem słowa papieża Franciszka na Światowy Dzień Pokoju obchodzony 1 stycznia.

  • Dział: Blogi
Subskrybuj to źródło RSS