Log in
Bernard Gaida

Bernard Gaida

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. URL strony:

List noworoczny: „Raz wybrawszy, codziennie wybierać muszę”. Św. Augustyn

Aktywni i dumni ze swego pochodzenia

Drodzy rodacy, członkowie wspólnoty Niemców w Polsce, nasi sympatycy i przyjaciele,

zwracam się do Was jako prezydent VdG w Polsce już tradycyjnie z okazji Nowego Roku. Przed rokiem na motto Listu noworocznego wybrałem słowa Dietricha Bonhoeffera:

„Przez dobrą moc Twą, Panie, otoczony,
przeżywać mogę każdy dzień i rok.
Wiernością Twoją jestem pocieszony,
wiem, że mnie wiedzie Twej miłości wzrok”.

(Przekład: ks. Tomasz Bruell, 1980)

  • Dział: VdG

Wspólne doświadczenie

W zeszłym roku VdG przyjęło, że bieżący rok, w którym mija 75 lat od daty zakończenia II wojny światowej, w szczególny sposób poświęcimy ciągle mało znanej prawdzie, że dla Niemców na wschód od Odry i Nysy z tym rokiem wojna się nie skończyła. Właściwie tylko na Górnym Śląsku, najpierw samotnym wysiłkiem naszych organizacji, a potem ze współudziałem innych śląskich stowarzyszeń, udało się sprawić, że ów dramat Niemców pod hasłem Tragedii Górnośląskiej zaczął żyć w świadomości społecznej. Ale tylko tutaj.

Dlatego jako VdG, pomimo ograniczeń roku pandemii, oprócz upamiętnienia w Łambinowicach i po raz pierwszy w Potulicach k. Bydgoszczy zorganizowaliśmy konferencję naukową poświęconą powojennemu dramatowi Niemców we wszystkich regionach obecnej Polski. Sobotnia konferencja w Łubowicach, którą zorganizowało Górnośląskie Centrum Kultury i Spotkań im. Eichendorffa pod tytułem „Tragedia Górnośląska”, była chyba ostatnim wydarzeniem temu poświęconym.

W wygłoszonym tam referacie powiedziałem, że jakkolwiek nie był rok 1945 tragiczny dla Górnego Śląska, to nieuczciwością byłoby nie widzieć go w relacji do całej tragedii, która dotknęła Niemców na obszarze od Odry do Kamczatki i pomiędzy Adriatykiem, Morzem Czarnym i Bałtykiem. Użyłem liczb, które obrazują skalę spustoszenia. Dane są rozproszone, ale da się je zestawić i wtedy widać, że na tym obszarze, na którym dzisiaj w mniejszościach niemieckich żyje od 1 do 1,5 mln Niemców, przed wybuchem wojny żyło ich ponad 25 mln. Ucieczki, wypędzenia, deportacje i wreszcie emigracja dotknęła więc 95% tych społeczności. Kilka milionów nie przeżyło.

Skala tej powojennej tragedii jest nieuświadomiona głównie poprzez wieloletnią tabuizację, a jeśli jest upamiętniona, to w rozbiciu na poszczególne kraje i regiony. A przecież była zaplanowana i w znacznej części uzgodniona przez aliantów ponadregionalnie. Jej słaba percepcja i niedostateczna ocena prawno-moralna zdaniem prof. A. de Zayasa sprawia, że mimo iż ma co do skali charakter wyjątkowy w historii ludzkości, nie uchroniła Europy przed powtórką, jaką były czystki etniczne w Jugosławii. Właściwe upamiętnienie i nazwanie każdej zbrodni jest pracą dla przyszłości i pokoju.

Zwolennikom relatywizacji oceny powojennego losu Niemców na wschodzie przytoczę ciekawe zdanie de Zayasa: „II wojna światowa była wszak powodem, ale nie przyczyną wypędzenia”. Dobrze więc, że w przesłaniu prezydenta Steinmaiera z okazji rocznicy gestu Willy’ego Brandta jako balast przeszłości obok niemieckich zbrodni czasu wojny wymienił on także powojenne wypędzenia.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Raz wybrawszy…

Bycie mniejszością narodową w jakimkolwiek kraju oznacza zawsze walkę o coś i z czymś. I używam tutaj słowa „walka” w znaczeniu permanentnej potrzeby stałego wyboru. Kapitalnie formułuje to myśl św. Augustyna: „Raz wybrawszy, codziennie wybierać muszę”.

To codzienne potwierdzanie swej wierności tradycji, własnej kulturze czy językowi oznacza płynięcie pod prąd, a więc swoistą walkę z prądem. Tylko zgoda na asymilację i płynięcie z prądem takiej walki nie wymaga. Każdy więc świadomy członek mniejszości z natury staje się fighterem, nawet jeśli najczęściej musi walczyć sam z sobą. Zwykle cały otaczający go świat nie sprzyja jego walce, gdyż po prostu funkcjonuje w innej kulturze, innym języku i tradycjach. To, czego owo zmaganie się z rzeczywistością bardzo potrzebuje, to poczucie dumy z owej mniejszościowej tożsamości i z tego, co na nią się składa. Tego uczucia mniej potrzebuje Niemiec mieszkający w Niemczech niż Niemiec z Polski, Czech czy Rosji. Czasem jednak mimowolnie świat zewnętrzny może takim wysiłkom i pozytywnej dumie sprzyjać. Pozytywnej, bo nie służącej wyniosłości, lecz własnej identyfikacji.

Rozpoczął się okres adwentu, prowadzący ku świętom Bożego Narodzenia i nawet jeśli wielu z nas krytycznie ocenia komercjalizację tego okresu, to jednak i dzięki temu niesie on z sobą bardzo charakterystyczną atmosferę. Od niedzieli w domach, kościołach i wielu innych miejscach pojawiły się wieńce i kalendarze adwentowe. Mimo pandemii ulice zostaną przystrojone świątecznymi iluminacjami, a choinki, zanim pojawią się w domach, staną już na placach naszych miast. Dokona się to właściwie na całym świecie. A gdy nadejdą święta, wokół nas rozbrzmiewać będzie także ta najbardziej znana kolęda: „Cicha noc, święta noc”. I wtedy możemy czuć się w swojej tożsamości po prostu dumni z tego, że te właśnie symbole wyszły z naszej, niemieckiej tradycji i kultury. Nawet jeśli często przestały służyć przeżywaniu wiary w narodzenie Jezusa w Betlejem, to nadal są synonimem radości, ciepła i rodzinnej miłości. Niech dzięki temu potem będzie nam łatwiej codziennie wybierać wierność swej tożsamości w radości i pokoju.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Mniejszość niemiecka online

Truizmem jest stwierdzenie, że pandemia i wszystko, co wymusiła, nie pozostanie bez wpływu na nasze życie po niej. Właśnie teraz, gdy piszę te słowa, zaczyna się Tydzień Filmu Niemieckiego, dostępny jak zwykle w porozumieniu z opolskim kinem Meduza, ale w sieci. Za nami są Dni Kultury Niemieckiej na Śląsku Opolskim z większością imprez dostępnych online. Wiele naszych organizacji przeprowadziło tradycyjne konkursy recytatorskie i śpiewacze za pośrednictwem nośników cyfrowych. Od wielu tygodni działa projekt edukacyjny LernRaum z wykładami i warsztatami na platformach cyfrowych. W szkołach, które działają zdalnie, także zdalnie odbywają się zajęcia pozalekcyjne Deutsch AG, wspomagające naukę języka niemieckiego w ostatnich klasach szkół podstawowych, którym decyzja MEN zmniejszyła ilość godzin nauczania tego języka. Z tej formy działalności korzystają nawet projekty sportowe, takie jak Miro Deutsche Fuβballschulen.

Jako jeden z aktywnych uczestników projektu LernRaum, potrafię o tym pomyśle, nad którym ja sam i kilku innych działaczy zastanawiało się od lat, z radością powiedzieć, że trafił w dziesiątkę. Bez pandemii jego początek byłby trudniejszy. Dzięki tej niecodziennej sytuacji wszystkie wykłady czy warsztaty historyczne, politologiczne lub związane z regionalnymi tradycjami są organizowane przez lokalnych koordynatorów, ale stały się szeroko dostępne. W projekcie szkoleniowym dotyczącym lepszego wykorzystania możliwości smartfonów przy robieniu zdjęć oprócz mnie uczestniczyły osoby z Raciborza, spod Opola, z Jemielnicy, ale także z Bydgoszczy, Wrocławia i… okolic Frankfurtu nad Menem. Dzięki innemu projektowi mogłem wziąć udział w dyskusji z dr. Jerzym Gorzelikiem na temat najnowszej historii Górnego Śląska, a w najbliższych dniach, nie opuszczając domu, wezmę udział w poznawaniu specyfiki Warmii. Wszystko po niemiecku.

To bogactwo technicznych możliwości. Oby pozostało z nami i mogło być jeszcze lepiej wykorzystane z korzyścią dla diaspory, w jakiej żyje bardzo wielu Niemców współcześnie w Polsce. Jednak pandemia i tak dalece wymuszone przeniesienie aktywności do sieci bardzo wielu z nas odcina od projektów, spotkań, języka… od wspólnoty. Po pandemii będziemy musieli do tych z nas intensywnie wyciągnąć dłonie. Przywrócić nasze wspólnoty. Zachować to, co nowe, i nie stracić starego.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi
Subskrybuj to źródło RSS