Log in

"Nie jestem w stanie poprzeć tej uchwały" - odrębny głos radnej z Gliwic

Podczas kwietniowej sesji rada miejska Gliwic większością głosów przyjęła projekt uchwały w sprawie uhonorowania wybuchu III Powstania Śląskiego. Spośród radnych, biorących udział w głosowaniu, odrębne stanowisko przyjęła Agnieszka Filipkowska z klubu radnych KO-Nowoczesna. Radna nawołuje w nim do upamiętnienia nie tylko "tych, co walczyli o polskość Śląska ale też o tych, którzy w plebiscycie wybrali zdecydowanie inną opcję." Dalej pisze: "[Kulturę Górnego Śląska] ukształtowali we mnie moi dziadkowie, którzy mimo strachu przed nowym, przed polskością, nie uciekli do Niemiec. Nie uciekli, bo byli Ślązakami kochającymi Gliwice. Biorąc zatem pod uwagę wyniki plebiscytu, rzetelność historyczną, odbywający się właśnie spis powszechny oraz historię własnej rodziny mieszkającej w Gliwicach w latach 20-tych XIX wieku nie jestem w stanie poprzeć tej uchwały. Niemniej zawsze będę za nauką faktów historycznych, w tym tych o walkach toczonych w Gliwicach podczas trzeciego powstania śląskiego od 3 maja do 5 lipca 1921."

Stanowisko radnej pokrywa się z treścią uchwalonej w 2019 rezolucji Zgromadzenia ZNSSK w Polsce, nawołującej "do uhonorowania pamięci ofiar obu stron i apelującej do stworzenia miejsca pamięci utrzymanego w duchu pojednania i przezwyciężenia przyczyn tamtych konfliktów". To wyważone i pełne zrozumienia wobec obu stron stanowisko, choć pojedyncze, jest wyrazem tego, jak bardzo jest to zróżnicowany i wielogłosowy region, i jak bardzo potrzebna jest w nim wspólna pamięć historyczna. Cytując bowiem słowa papieża, Jana Pawła II na Górze św. Anny, „ta ziemia nadal potrzebuje wielorakiego pojednania”.

Pełną treść wypowiedzi radnej prezentujemy poniżej:

Jako doktorowi nauk humanistycznych bardzo bliska mi jest idea popularyzowania wiedzy historycznej, szczególnie tej, która dotyczy historii lokalnej. Swoją pracę doktorską pisałam na temat języka śląskiego i jego wpływu na naukę języka niemieckiego szczególnie w obrębie leksyki. Nie da się jednak mówić o języku bez kontekstu historycznego i socjologicznego opartego bardzo mocno na poczuciu tożsamości. Śląsk to obszar bardzo mocno zróżnicowany i nigdy nie był jednokulturowy czy jednojęzykowy.
 
W jednym z rozdziałów mojej pracy pisałam o sporze o historię Śląska z polskiej i niemieckiej perspektywy. Mówiąc o sporze o niemieckość czy polskość Śląska, chcę przytoczyć przykład dwojakiego postrzegania pewnych faktów historycznych, postrzegania zależnego od narodowości autora. Na polskim rynku wydawniczym trzy publikacje o historii Śląska należą do najbardziej cenionych i uznanych. Pierwsza, a zarazem najstarsza z nich, to Historia Śląska od pradziejów do 1945 roku autorstwa Kazimierza Popiołka (spod jego pióra wyszły również Śląskie dzieje). Kolejna publikacja to książka wydana na początku obecnego wieku pod redakcją Joachima Bahlckego Śląsk i Ślązacy, a wydana rok później Historia Śląska czworga autorów domyka tę „trójcę”. Porównując jednak te pozycje, daje się wyraźnie odczuć różnicę w postrzeganiu historii z perspektywy Niemców i Polaków. Polskich autorów cechuje wyraźna propolskość, natomiast Joachim Bahlcke (jego Śląsk i Ślązacy to książka napisana po niemiecku, tłumaczona na polski) stara się przedstawić historię Śląska w taki sposób, by przekonać czytelnika o niemieckich korzeniach tego obszaru.
 
Dlaczego o tym tu teraz mówię? Ponieważ jako rodowita Ślązaczka, której dziadek urodził się w Gliwicach w 1902 roku nie mogę oprzeć się wrażeniu, że znów a być może powinnam powiedzieć, że nadal mamy tu na Górnym Śląsku próby ukazywania jednej części historii tego regionu. Nie możemy zapominać ani o tych, co walczyli o polskość Śląska ale też o tych, którzy w plebiscycie wybrali zdecydowanie inną opcję. W Gliwicach w plebiscycie 20 marca 1921 roku ponad 79% Ślązaków – mieszkańców tego miasta - opowiedziało się za Niemcami, a co skutkowało tym, że powstańców bardziej się bali, niż byli ich sprzymierzeńcami. Mówiąc to zdaję sobie sprawę z tego, że mogę zostać ponownie nazwana ukrytą opcją niemiecką.
 
Mimo to pragnę przypomnieć wszystkim obrońcom polskości Śląska - w myśl za Szczepanem Twardochem - że Górny Śląsk nigdy nie był i nie jest jednolity a obecnie „istnieje w przestrzeni publicznej wyłącznie przez swoją osobność i odrębność, od koszulek ze śmiesznymi sztichwortami i głupich piosenek, po reportaże, powieści i sztuki teatralne, udane czy nie, złe czy dobre, ale generujące powoli korpus śląskiej kultury”. Tej kultury, którą ukształtowali we mnie moi dziadkowie, którzy mimo strachu przed nowym, przed polskością, nie uciekli do Niemiec. Nie uciekli, bo byli Ślązakami kochającymi Gliwice.
 
Biorąc zatem pod uwagę wyniki plebiscytu, rzetelność historyczną, odbywający się właśnie spis powszechny oraz historię własnej rodziny mieszkającej w Gliwicach w latach 20tych XIX wieku nie jestem w stanie poprzeć tej uchwały. Niemniej zawsze będę za nauką faktów historycznych, w tym tych o walkach toczonych w Gliwicach podczas trzeciego powstania śląskiego od 3 maja do 5 lipca 1921.
 
Ponadto w przedstawionym projekcie uchwały jest zasadniczy dla mnie problem a mianowicie brak konkretnych wytycznych na czym to uhonorowanie wybuchu powstania miałby polegać.
 
 
Subskrybuj to źródło RSS