Log in

Siła mitów

Już w 2019 r. wezwaliśmy w rezolucji VdG polskich polityków do uczczenia po 100 latach postaw obydwu stron górnośląskiego konfliktu i pomimo nieobecności zapraszanych polityków konsekwentnie kładliśmy wieńce na grobach i niemieckich, i polskich poległych – w maju i czerwcu bieżącego roku, podobnie jak 5 lipca, w czasie pierwszych uroczystości jubileuszu zakończenia działań zbrojnych roku 1921. Dlaczego od bieżącego roku będziemy jako śląscy Niemcy obchodzili właśnie to wydarzenie, starałem się wyjaśnić w przemówieniu przy otwarciu wystawy w Domu Pielgrzyma na Górze św. Anny. Powiedziałem: „Uznaliśmy, że nastał (…) czas, by spokojnie opowiadać całą prawdę, a ofiar nie wartościować według narodowości czy opcji, jaką wyznawały. Postanowiliśmy, że sami jako Niemcy, niemieccy Ślązacy, nie będziemy się nad grobami ofiar spierać o ich racje, a pochylając głowy, uczcimy wszystkich. (…) Wiemy, że przełamujemy utrwalone, podświadome stereotypy, ale w sukurs przychodzi nam chrześcijaństwo z dekalogiem i systemem wartości, domagającym się, by potępiać przelew krwi i zbrodnię, a zwracać się ku wszystkiemu, co niesie pokój i zgodę. (…) Postanowiliśmy w opozycji do przyjętej od 100 lat koncepcji świętowania wybuchu III powstania, czyli wybuchu konfliktu, rozpoczęcia przelewu krwi, często bratobójczego, w modlitwie dziękować za to, że zabijanie wreszcie ustało, że Polacy wrócili do Polski, Bawarczycy do Bawarii, a pozostali w domach Ślązacy, chociaż po ludzku najbardziej przegrani, musieli znów dogadywać się pokojowo”.

Niestety naszej prośby nie zrozumiano, na co wskazuje pismo, jakie na moje ręce skierował min. J. Sellin, podkreślając jedynie „polską politykę pamięci”. O tej polityce pamięci wspomniałem, mówiąc: „Rzetelni historycy współcześnie uwolnieni z gorsetu «prawdy zamawianej» w II Rzeczypospolitej, przejętej przez PRL i ciągle zbyt często bezrefleksyjnie wyznawanej w III Rzeczypospolitej, już udowodnili, że «spontaniczny zryw ludu śląskiego» jest mitem, któremu podporządkowuje się kształt uroczystości, upamiętnień, podręczników szkolnych”.

Lata płyną i kiedyś musi i polska polityka pamięci o Górnym Śląsku dostrzec, że „(…) dla jednych te wydarzenia doprowadziły do zwycięstwa opcji polskiej i przyłączenia kolejnej części Niemiec do Polski, dla innych są skutkującą do dzisiaj tragedią podziałów pomiędzy Ślązakami, utratą Heimatu, początkiem instytucjonalnej polonizacji. (…) Ale my na to nie czekamy biernie, tylko wychodzimy do przodu, inicjując składanie wieńców i zniczy na grobach i kadetów lwowskich, i niemieckich obrońców Śląska”. Może kiedyś wiara w mity w Polsce zmaleje, a pojednana pamięć stanie się standardem.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

"Pochylając głowy uczcimy ich wszystkich"

5 lipca, w setną rocznicę zakończenia działań zbrojnych roku 1921, odbyły się na Górze Świętej Anny uroczystości upamiętniające. "Dzisiaj, w tej eucharystii, prosimy o pokój i zgodę, jedność i odpowiedzialność, przyjazną współpracę wszystkich mieszkańców naszej umiłowanej śląskiej ziemi. Niech ostatecznie zwycięży w nas Boża miłość oraz pojednana różnorodność w Chrystusie. (...) To wydarzenie jasno woła: żyjmy w pokoju, troszczmy się wspólnie o pokój i zgodę" - tymi słowami zwrócił się do zgromadzonych w annogórskiej bazylice wikariusz biskupi, ks. Piotr Tarliński.

Upamiętnienie ofiar roku 1921. Ks. Piotr Tarliński (z lewej), Lars Kawczyk (pośrodku).

Tuż po mszy, na annogórskim cmentarzu, przedstawiciele mniejszości niemieckiej złożyli wieńce i znicze na grobach obu stron konfliktu. Ideę upamiętnienia przedstawił w przemówieniu przewodniczący VdG, Bernard Gaida: 

Ich werde später polnisch sprechen, um von allen verstanden zu sein, aber lassen Sie mich bitte Deutsch anfangen mit den wichtigen Worten vom Gedicht von Lars Kawczyk aus Buethen:

„Es kam die Zeit für Blut und Raub,
die Himmel in Flut und Staub.
Die Ehre und das stolz völlig hinweg.
Ach war das für ein schreck.
Um das Land wurde gestritten,
völlig außer Kraft, wurde es zerrissen.
Wir denken an alle,
verstorbene Kinder, Männer und Frauen,
und jede Male,
wenn wir ein neues Oberschlesien bauen“.

Witam serdecznie wszystkich, którzy przybyli na dzisiejszą uroczystość, którą spotykając się w VdG z grupą roboczą wymyśliliśmy. Wymyśliliśmy wtedy, gdy uświadomiliśmy sobie, że jednym z największych mankamentów obchodów związanych w wydarzeniami lat 1919-1922 jest na naszej śląskiej ziemi diametralna różnica wtedy postaw, a dzisiaj spojrzenia na te wydarzenia. Dla jednych te wydarzenia doprowadziły do zwycięstwa opcji polskiej i przyłączenia kolejnej części Niemiec do Polski, dla innych są skutkującą do dzisiaj tragedią podziałów pomiędzy Ślązakami, utratą Heimatu, początkiem instytucjonalnej polonizacji a są historycy uważający, że legły u podstaw wybuchu największej z wojen XX wieku.

Upamiętnienie ofiar działań roku 1921. Przewodniczący VdG, Bernard Gaida, zespół BSA Brass (pośrodku), Monika Wittek (VdG, po prawej).

Rzetelni historycy współcześnie uwolnieni z gorsetu „prawdy zamawianej” w II Rzeczpospolitej, przejętej przez PRL i ciągle zbyt często bezrefleksyjnie wyznawanej w III Rzeczpospolitej już udowodnili, że „spontaniczny zryw ludu śląskiego” jest mitem, któremu podporządkowuje się kształt uroczystości, upamiętnień, podręczników szkolnych. Zjazd Delegatów VdG, najwyższy organ Mniejszości Niemieckiej w Polsce, już od 2019 roku wzywał władze wszelkich szczebli, by w stulecie tych wydarzeń świętować je prawdziwie tj. ze świadomością, że większość ówczesnych Ślązaków chciała Górnego Śląska w granicach Niemiec, co wyraziła w plebiscycie; że powstanie inicjowano, opłacano, dowodzono z terenu Polski, że alianci, a zwłaszcza Francuzi, realizowali tutaj własną politykę maksymalnego osłabienia Niemiec i przejęcia śląskiego przemysłu. Ale wreszcie, że podział rozbił nie tylko nasz Heimat, ale także tysiące śląskich rodzin, stworzył pierwsze wypędzenia i wysiedlenia na Śląsku. Ale ponieważ przez 90 lat wszyscy w Polsce zgodnie głosili te mity, więc nasza śląska i niemiecka prawda o nich pozostawała ukryta w rodzinach. Wyłomem w niej było przemówienie Prezydenta Bronisława Komorowskiego dziesięć lat temu, kiedy na moją prośbę przyznał, że naprzeciw powstańcom stanęli inni Ślązacy, którzy bronili swej ojczyzny jako części Niemiec, i że mieli do tego prawo.

Ten rok, większość planowanych w Polsce uroczystości i upamiętnień pokazał, że nasz apel powtórzony w kwietniu tego roku spotkał się z zupełnym niezrozumieniem na wielu szczeblach, a także w Ministerstwie Kultury, co wyraził m.in. Jarosław Sellin w liście do VdG. Tym bardziej ważna jest idea, która zrodziła się w grupie roboczej powołanej w VdG, by usilnie zmieniać stereotypowe myślenie o tzw. powstaniach. Bo już z samymi pojęciami mamy problem: czy przybyły ze Lwowa kadet, urlopowany żołnierz z Częstochowy, wysoki oficer WP z Poznania może być nazywany „powstańcem śląskim”? Czy działania militarne z udziałem polskich pociągów pancernych, artylerii i dziesiątków tysięcy przerzuconych przez granicę karabinów obsługiwanych przez ludzi otrzymujących żołd z budżetu państwa polskiego można nazywać „powstaniem śląskim”? Dla sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że oczywiście walczyli na Śląsku ochotnicy z Bawarii i innych części Niemiec, ale czy można akurat ich nazywać dywersantami, skoro bronili integralności swego państwa w zgodzie z wynikiem plebiscytu? W naszej grupie roboczej uznaliśmy, że nastał po 100 latach czas, by spokojnie opowiadać całą prawdę, a ofiar nie wartościować według narodowości czy opcji, jaką wyznawali. Postanowiliśmy, że sami jako Niemcy, niemieccy Ślązacy nie będziemy się nad grobami ofiar spierać o ich racje, a pochylając głowy uczcimy ich wszystkich. Jako Mniejszość Niemiecka tak zrobiliśmy 2 maja, 6 czerwca i dziś. Ofiara z życia domaga się takiej czci. Ale oczekujemy tego dziś i jutro od wszystkich, zarówno w narracji historycznej jak i upamiętnieniach wszelkiego typu.

Złożenie kwiatów przed grobami niemieckich i polskich ofiar konfliktu (cmentarz na Górze Św. Anny).

Wiemy, że przełamujemy utrwalone, podświadome stereotypy, ale w sukurs przychodzi nam chrześcijaństwo z dekalogiem i systemem wartości, domagającym się, by potępiać przelew krwi i zbrodnię, a zwracać się ku wszystkiemu, co niesie pokój i zgodę. W 1983 roku o pojednanie na naszej ziemi wołał Jan Paweł II. Ale musi ono się zacząć od przyjęcia także w przestrzeni publicznej owego systemu wartości i pełnej prawdy. By więc przełamać schematy myślenia, wymyśliliśmy ten dzień, na który zwrócił nam uwagę Roland Skubała, jako dzień oficjalnego zakończenia przelewania krwi na Śląsku tamtego czasu. Postanowiliśmy w opozycji do przyjętej od 100 lat koncepcji świętowania wybuchu III powstania, czyli wybuchu konfliktu, rozpoczęcia przelewu krwi, często bratobójczego, w modlitwie dziękować za to, że zabijanie wreszcie ustało, że Polacy wrócili do Polski, Bawarczycy do Bawarii, a pozostali w domach Ślązacy, chociaż po ludzku najbardziej przegrani, musieli znów dogadywać się pokojowo. W sobotę, w Łubowicach, spontanicznie wyraziłem myśl, która wydaje mi się trafna, że o ile świętuje się 1 września jako dzień wybuchu II wojny światowej, to zarówno w Niemczech, jak i poza nimi jest to dzień zadumy, ale nigdzie tego wybuchu nie świętuje się z dumą czy radością, a w maju na Śląsku mam zawsze wrażenie, że każe się społeczeństwu, uczniom w szkołach, telewidzom czy wiernym w kościołach czuć dumę i radość z wybuchu konfliktu. Nawet wbrew współobywatelom, których przodkowie byli pośród tych 60%, które chciało żyć dalej w Niemczech.

Chyba od tego przesuwania akcentów musimy zaczynać, by kiedyś móc wspólnie, Polacy i Niemcy tutaj na Śląsku, uczcić wszystkich swoich poległych oraz celebrować życie w pokoju i z pojednaną pamięcią. Maj 2021 jeszcze nas do tego nie doprowadził, a szkoda. Mniejszość Niemiecka jednak z tej drogi mam nadzieję nie zejdzie i już na lata dzień 5 lipca także moi następcy będą na Annabergu otwierać, bazując na patriotyzmie, jaki był zawarty w nauce już tutaj dziś przywołanego Jana Pawła II. Najlepiej scharakteryzował go prof. Stefan Świeżawski, nieżyjący już wybitny filozof i przyjaciel Ojca Świętego. Chodzi mianowicie o patriotyzm wyzbyty wszelkiego nacjonalizmu, wyzbyty wszelkiej niechęci do innych; patriotyzm, który u nas, w Polsce, rozwijał się tak wspaniale, tak przepięknie w epoce jagiellońskiej. Niestety nie został odpowiednio zrealizowany, lecz zmarnowany. Do takiego patriotyzmu, z którym każdemu nie-Polakowi byłoby pod skrzydłami Rzeczypospolitej równie dobrze, jak rdzennym Polakom, wzywa Jan Paweł II. Od siebie dodam, że wtedy pamięć historyczna owego nie-Polaka musi być także przyjęta. A sam papież napisał: „Charakterystyczne dla nacjonalizmu jest bowiem to, że uznaje tylko dobro własnego narodu i tylko do niego dąży, nie licząc się z prawami innych. Patriotyzm natomiast, jako miłość do Ojczyzny, przyznaje wszystkim innym narodom takie samo prawo jak własnemu, a zatem jest drogą do uporządkowania miłości społecznej”. Na to uporządkowanie nie czekamy biernie, tylko wychodzimy do przodu, inicjując składanie wieńców i zniczy na grobach i kadetów lwowskich i niemieckich obrońców Śląska.

Dziękuję księdzu biskupowi za wsparcie naszych starań a dzisiaj zapraszam jeszcze na wystawę przygotowaną przez DWPN oraz film zrealizowany przez Oberschlesisches Landesmuseum in Ratingen we współpracy z tymże Hausem. Mam nadzieję, że i w jednym i drugim twórcy spełnili oczekiwanie na pełną prawdę i pamięć.

Podczas uroczystości zaprezentowana została po raz pierwszy wystawa "1919-1922: Spór o Górny Śląsk. Plebiscyt i podział regionu", przygotowana przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej, prezentująca różne związane z plebiscytem wątki, m.in.: działania propagandowe obu stron, wyniki plebiscytu, przebieg granic. Do treści wystawy uczestników wydarzenia wprowadził i opatrzył ją komentarzem autor, Dawid Smolorz.

Wystawa Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej. Na zdjęciu pośrodku rozmawiają Lucjan Dzumla (dyrektor DWPN) i Dawid Smolorz (autor wystawy)

Przygotowana przez DWPN wystawa to wystawa mobilna: planowane jest pokazywanie jej w różnych lokalizacjach. Chętne do wypożyczenia wystawy podmioty Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej zaprasza do kontaktu. Zainteresowane osoby mogą również zgłosić się po odbiór Atlasu Plebiscytowego, zawierającego szczegółowe wyniki plebiscytu w poszczególnych miejscowościach.

Od lewej: Atlas plebiscytowy (zdjęcie: DWPN), projekcja filmu Muzeum Górnośląskiego w Ratingen, grupa rekonstrukcyjna.

Na zakończenie uczestnicy mieli również możliwość zobaczenia filmu dokumentalnego „Walka plebiscytowa o Górny Śląsk 1921” zrealizowanego przez Muzeum Górnośląskie w Ratingen. Film dostępny jest również na stronie Oberschlesisches Landesmusum w Ratingen TUTAJ. Zachęcamy do jego obejrzenia.

3 loga

Projekt sfinansowany został ze środków Konsulatu Republiki Niemieckiej w Opolu.

konsulat rfn oppeln

Dyskusja: Korfanty vs. Ulitzka – z miłości dla Górnego Śląska

21 maja 2021 w ramach panelu Podium Silesia odbyła się dyskusja z dr Guido Hitze (LZpB), autorem książki Carl Ulitzka (1873-1953) oder Oberschlesien zwischen den Weltkriegen oraz dr Mirosławem Węckim (US/IPN), współautorem książki Wojciech Korfanty 1873-1939. Dyskusję prowadził dr David Skrabania (SHOS/OSLM).

Carl Ulitzka (1873-1953) wyrastał w katolickiej rodzinie na sielskich peryferiach Raciborza. Gdy uczęszczał do liceum, postanowił zostać duchowym, po czym rozpoczął studia teologii w Grodźcu (Graz). Następnie przyjął funkcję administratora parafii w Bernau nieopodal Berlina, by wkrótce zostać wikarym ewangelickiego okręgu w Kluczborku. Tam zetknął się z diasporą. W 1910 roku powrócił do Raciborza, gdzie objął stanowisko pastora i przyłączył się do Niemieckiej Partii Centrum. Był również wpływową osobowością w kwestii powoływania kandydatów na kanclerza cesarstwa. W 1918 r. przeforsował odłam z Partii Centrum i założył Katolicką Partię Ludową (Katholische Volkspartei). Swoją pozycję starał się wykorzystać w dążeniach do uzyskania autonomii Śląska.

Wojciech Korfanty (1873-1939) pochodził z klasy robotniczej. Polska tożsamość rozbudziła się w nim podczas nauki w katowickim gimnazjum; wkrótce związał się z polskimi kręgami, co  poskutkowało tym, iż nie został dopuszczony do matury. Coraz częściej był w tym czasie świadkiem konfliktów polsko-niemieckich w swoim rodzinnym regionie.

Swoją aktywność Korfanty kontynuował również po wyjeździe na studia do Wrocławia, gdzie zaczął udzielać się w propolskich kręgach wokół Romana Dmowskiego. Partia Centrum uchodziła za przeciwnika osób polskojęzycznych, które Korfanty reprezentował nie tylko w swoim regionie, ale na całym terenie ówczesnych Prus. Podczas walk związanych z plebiscytem w latach 1919-1921 Korfanty z powodzeniem zwrócił się do Francji, aby ta odmówiła akredytacji Ulitzce i na komisarza plebiscytu powołała mniej charyzmatycznego Kurta Urbanka. Głównym aspektem propagandy plebiscytowej Korfantego było żądanie pominięcia Śląska w sprawie płatności reperacyjnych Niemiec. Natomiast Ulitzka obiecywał Ślązakom autonomię kulturową, rozwój społeczny oraz wielojęzyczność na Śląsku. Było to jednak dużo więcej, niż przewidywały niemieckie władze.

Rola Korfantego w trzecim powstaniu śląskim do dziś pozostaje dyskusyjna. Co prawda stał się on symbolem powstania, nie dysponował jednak wystarczającą siłą ku temu, by sam je poprowadzić. Najprawdopodobniej więc za wszystkim stał polski rząd.

Interesujący był epizod wspomniany przez dr. Hitze, a mianowicie spotkanie Korfantego z Ulitzką w kościele gliwickim w 1920 roku, gdzie Ulitzka, bez wiedzy Berlina, zaproponował traktat pokojowy. Zdarzenie to przypisała sobie później Francja.

Trzecie powstanie śląskie podkreśliło niejednorodność pośród sił zwycięskich. Podczas gdy propolsko ukierunkowany generał Henry LeRond najprawdopodobniej przyczynił się do wybuchu bitwy o Górę Świętej Anny, Włochy i Wielka Brytania otworzyły na skutek tego granice i wpuściły z cesarstwa niemieckiego jednostki Freikorps, składające się głównie z żołnierzy cesarskich.

Po podziale Śląska w roku 1922 zarówno Korfanty jak i Ulitzka cieszyli się wielkim uznaniem, które jednak nie trwało zbyt długo. Naziści uważali Ulitzkę za zbyt przychylnego Polakom. Za prowadzenie mszy po polsku został ostatecznie uwięziony w obozie koncentracyjnym w Dachau. W rzeczywistości jednak był podejrzewany o bezpośredni współudział w zamachu na życie Adolfa Hitlera, zorganizowanym w 1944 roku przez Clausa hrabię Schenk von Stauffenberga. Na krótko przed zakończeniem drugiej wojny światowej Ulitzka został wypuszczony i powrócił do Raciborza. W wyniku przesunięcia granic jego życie było jednak znów zagrożone, uciekł więc do Berlina, gdzie kilka lat później zmarł. 

Po przewrocie majowym z roku 1926 i objęcia władzy w Polsce przez sanację Korfanty został znienawidzony w kraju. Za sprawą Józefa Piłsudskiego szansa Korfantego na objęcie stanowiska premiera w 1922 roku została udaremniona. W 1930 Korfanty został oskarżony o rzekome intrygi i uwięziony w Brześciu, skąd, wycieńczony, wyszedł po dwóch miesiącach. Aby uniknąć ponownego aresztowania zbiegł najpierw do Czechosłowacji, by po wkroczeniu Wehrmachtu do Czech uciec do Paryża. Zaniepokojony sytuacją Polski po wybuchu drugiej wojny światowej powrócił z własnej woli do Katowic, gdzie ponownie został aresztowany. Jego stan zdrowia zaczął się w tym czasie mocno pogarszać. Krótko po wypuszczeniu w 1939 roku zmarł; okoliczności jego śmierci do dziś wzbudzają pytania.

Przeprowadzona dyskusja była okazją nie tylko do zapoznania się z minionymi wydarzeniami, ale również z osobami Korfantego i Ulitzki. Szczególnie interesujące było ostatnie pół godziny, podczas której były opisywane mniej znane dzieje po 1922 roku.

Christoph Martin Labaj.
Tekst ukazał się na stronie organizatora: Landmannschaft der Oberschlesier e.V.
Całą dyskusję można prześledzić na poniższym video:

 

Upamiętnienie ofiar roku 1921

W roku 2021 mija 100 lat od wydarzeń na Górnym Śląsku. Dzień 5 lipca 2021, rocznicę zakończenia walk, Związek Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce pragnie uczcić uroczystościami na Górze św. Anny.

Składać się one będą z trzech części:

  • uroczystej mszy św. w intencji wszystkich ofiar (o godz. 16:00 w Bazylice Św. Anny);
  • wernisażu wystawy „Spór o Górny Śląsk”, przygotowanej przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej (ok. godz. 17:15 w Domu Pielgrzyma);
  • pokazu filmu „Walka plebiscytowa o Górny Śląsk 1921” zrealizowanego przez Muzeum Górnośląskie w Ratingen (ok. godz. 17:30 w Domu Pielgrzyma).

Będziemy zaszczyceni obecnością Państwa na tych uroczystościach.

Prosimy o potwierdzenie obecności. E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Tel.: 77/453 85 07, 602 263 655.

Organizatorzy i partnerzy: 

Organisatoren

Projekt sfinansowany jest ze środków Konsulatu Republiki Federalnej Niemiec w Opolu.

Konsulat RFN Oppeln

Mowa wieńców

Pisałem o pielgrzymce mniejszości narodowych na Annaberg dużo wcześniej i wypada mi ten rozdział zakończyć. Powiedziałem przed mszą świętą w niedzielę, że większości tam zgromadzonych towarzyszy ta góra od dzieciństwa do wieku podeszłego. Te słowa były o tyle dla mnie symboliczne, że w tym roku po raz pierwszy nie było na Górze św. Anny mojej matki, gdyż zdrowie zmusiło ją do korzystania ze streamingu. Za to były wszystkie mieszkające na Śląsku wnuki.

Nie tylko dlatego w niedzielę mogłem odczuwać radość, ale także dlatego, że na tej pierwszej pielgrzymce po zelżeniu pandemii było nas tak dużo. Tę liczną i aktywną obecność wojewoda opolski Sławomir Kłosowski zaznaczył krótkim zdaniem: „Jak wy pięknie śpiewacie”. Ale i jego obecność na moje zaproszenie była powodem do radości. Ujęły wszystkich: i pobożność, i śpiew, i wsłuchanie się w słowa – od intencji, którą miałem zaszczyt wyjaśniać na wstępie, przez kazanie biskupa Andrzeja Czai aż po słowa ambasadora Arndta Freytag von Loringhovena i ministra Błażeja Pobożego. Podniosłą atmosferę tej triady zawartej w intencji: pojednanie, wolność, odrodzenie – dało się wyczuć.

Pielgrzymka to wydarzenie religijne, bardzo śląskie, tak jak śląska jest tutejsza mniejszość niemiecka, co niestety w niektórych słowach zostało nieświadomie rozerwane. Religijne też są jej owoce, ale te pozostają tajemnicą. To też zawsze wydarzenie społeczne, analizowane pod kątem liczby pielgrzymów, słów, które padły, przybyłych gości. Nie wiem, ilu nas było, ale przeważa zdanie, że po dwuletniej przerwie i czasie obostrzeń pojawiło się nas naprawdę wielu. W powszechnej opinii dało się zauważyć liczny i radosny udział młodych, rodzin z dziećmi, rowerzystów, co świadczy o żywotności wspólnoty niemieckich Ślązaków. I było to skorzystaniem z tej wolności do kulturowego wyboru, jaka była częścią intencji.

Najtrudniejsze było i zawsze jest wezwanie do pojednania. A jednak powtarzane przez mniejszość niemiecką od wielu lat wezwania do niego w kontekście tragedii walk po plebiscycie w niedzielę zostały wysłuchane. Nigdy jeszcze tyle identycznych wieńców nie spoczęło na grobach niemieckich i polskich poległych w 1921 r. Wieńce z szarfami w kolorach czarno-czerwono-złotych połączone z barwami żółto-niebieskimi, „symetrycznie” złożone oddały cześć powstańcom śląskim i kadetom ze Lwowa oraz – z drugiej strony – poległym na Annabergu jego niemieckim obrońcom. Pojedynczy był tylko biało-czerwony wieniec z napisem „Wojewoda Opolski” spoczywający wyłącznie na polskiej mogile. Boleśnie brakowało go na grobie poległych wtedy w walce Niemców. Praca nad pojednaniem musi więc jeszcze trwać.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi
Subskrybuj to źródło RSS