Bartymeusze z granicy

Bartymeusze z granicy

Problem granicy coraz bardziej domaga się jasnych postaw, których w miarę spadającej temperatury nie da się już skwitować stwierdzeniem, że to nie nasz problem, skoro Łukaszenka go cynicznie stworzył i wykorzystuje do swej polityki. Głos zabierają politycy, medycy, a nawet nieśmiało prymas.

Na początku podział był zgodny z podziałem politycznym: zwolennicy PiS za wyrzucaniem uchodźców do lasu czy z powrotem na Białoruś, za zasieki i mur. Opozycja przeciw. Coraz częściej jednak ten podział się zmienia bez związku z sympatiami politycznymi. W tym kontekście zainteresowała mnie zasada, która przebija z ewangelii na minioną niedzielę o uzdrowieniu Bartymeusza. Kto wnikliwiej czyta ewangelię, zauważy, że rzadko uzdrowieni przez Jezusa mają tam imiona. Nie ma go córka Jaira, młodzieniec z Naim czy cierpiąca na krwotok wdowa. Tym razem jest niewidomy o imieniu Bartymeusz, który też po imieniu woła do Jezusa o uzdrowienie, chociaż tłum każe mu się uciszyć. Do niego podchodzą uczniowie i prowadzą do Jezusa, a on uzdrawia wbrew tym, którzy uciszali. Imię i wołanie po imieniu oznacza poznanie, a ono znaczy osobę, konkretnego człowieka, a nie jakiegoś niewidomego, jakiegoś trędowatego czy… uchodźcę.

Dzięki zaangażowaniu na granicy wolontariuszy, dziennikarzy i różnych osób publicznych nawet wbrew stanowi wyjątkowemu anonimowa liczba uchodźców staje się np. dziećmi z Michałowa. Odzyskują twarze i imiona, a wtedy ich tułaczka, cierpienie i coraz częściej śmierć z zimna i wycieńczenia przestają być anonimowe i „wołają o pomstę do nieba”. I o ile bezwzględna ochrona granicy przed tłuszczą uchodźców znajdowała zrozumienie u większości, to już jej ochrona z narażeniem na śmierć z głodu i zimna matek z kilkuletnimi dziećmi tylko u bezwzględnych i niemoralnych polityków jeszcze znajduje uzasadnienie.

Niestety, jak długo trwa owa walka z ludźmi bez wyjścia, jej rozwiązanie szukane będzie w budowie muru, a nie we współpracy w ramach Unii Europejskiej, tak długo będą w lasach umierali ludzie, a my, milczący chrześcijanie, będziemy jak ci, którzy Bartymeusza nakłaniali do milczenia. Ale to jego zawołał Jezus!

A na zakończenie trzeba powiedzieć, że teraz Polska potrzebuje tego, czego odmówiła w 2015 r. swym partnerom: solidarności wobec kryzysu humanitarnego. Oby inni wobec Polski nie zachowali się tak jak ona wtedy.

Bernard Gaida

Skip to content